niedziela, 16 lipca 2023

Lipcowe spacery

 Góry Izerskie


2023, lipiec



W ramach krótkiego rodzinnego urlopiku stanęliśmy obozem w Wojcieszycach. Udało się zrobić kilka spacerów w pięknych okolicznościach przyrody. 

Na początek dostaliśmy się do Piechowic. Stąd lekko wznoszącym się terenem podeszliśmy stokami Małego Ciemniaka

A to przez pola z resztkami zabudowy sprzed lat, a to lasem wyszliśmy na łagodnie obniżający się ku wschodowi Grzbiet Kamienicki, zakończony wszakże skalną ostrogą. To Bobrowe Skały - świetny punkt widokowy. Znane przed wielu laty jako Bibersteine, u ich stóp stała szachulcowa gospoda, a na skałach jeszcze dodatkowo wieża widokowa! Obecnie jedyne widoczne ślady tych atrakcji to powyginana zardzewiała resztka balustrady.





Zeszliśmy przez las do szosy. Kilkaset metrów i zaczynamy wędrówkę łagodnymi wzgórzami Wysoczyzny Rybnicy. Wtedy nie wiedziałem, gdzie jesteśmy w sensie geograficznym (i nie miało to znaczenia) ale w domu lubię sobie sprawdzać takie niuanse. W każdym razie Wysoczyzna Rybnicy jest elementem Pogórza Izerskiego a to z kolei jest częścią nadrzędnej jednostki, jaką jest Pogórze Zachodniosudeckie.

Ale na razie cieszyłem się przyjemną wędrówką. To jest coś, na co mało miałem czasu dotąd. Spacerowanko po polach... od czasu do czasu zagajnik. 






Ten kilkukilometrowy szlak daje wiele przyjemności, wiatr we włosach, słońce, poczucie wolności i luzu, no i oczywiście piękne widoki na mur Karkonoszy. Na  razie kończymy w Wojcieszycach. 
Lecz innego dnia wybraliśmy się na dalszy ciąg grzbietu położonego na północ od Wojcieszyc. 
Pierwotnie celem miał być tylko Rozłóg /533/  ale było tak ładnie, że spacer przedłużył się na inne pagóry. 
Widok w stronę Wysokiego Kamienia.
"Tymczasem, przenoś moją duszę utęsknioną
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych (...)
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała..."
Rozłóg z drugiej strony. Niestety nie było dobrze widać zarośniętej skały o nazwie Puszczyk.

Dla przedłużenia tej przyjemności poszliśmy jeszcze dalej, na Sroczkę /542/, najwyższy punkt  Wysoczyzny Rybnicy.

Koniecznie tu kiedyś wrócę, ponieważ pozostały mi do zobaczenia - co najmniej - skały na Komorzycy i Skalicy - Kazalnica, Leśny Zbór i Popielowe Skały.
Przy drodze przyciąga wzrok wbudowany jeden z zabytkowych krzyży pokutnych: 
Wiem, że dla niektórych turystów jest to swego rodzaju hobby - odwiedzanie tych miejsc z krzyżami.

Jeden dzień poświęciliśmy zaś na wyjazd na czeską stronę. Wizyty w libereckim zoo nie będę opisywał, ale w drodze powrotnej przespacerowaliśmy się na dotąd przeze mnie nie odwiedzony szczyt. Zaczęliśmy w miejscowości Albrechtice v Jizerských horách. Stąd należało podejść 300 metrów w pionie. Bez ociągania poszliśmy w górę, bo pogoda mogła zmienić się na gorszą.
Tuż przed szczytem mamy skałkę z punktem widokowym, Fanterova skála

Ale dopiero z wieży rozciąga się prawdziwa 360 stopniowa panorama.


Jizera, Smrek i Stóg Izerski
W stronę Karkonoszy
Grzbiet Muchov - Černá studnice
No i tak to wygląda, Tanvaldský Špičák /810/.


Na zakończenie jeszcze fotki z krótkiej traski na Chojnik. Udaliśmy się tam mało uczęszczaną ścieżką od strony Doliny Choińca a nie obleganą przez tłumy promenadą od Sobieszowa.




Znów udało się zobaczyć kilka nowych miejsc, albo "starych" lecz z nowej perspektywy.
PS: Cieplice Ślaskie-Zdrój to zaiste ładne miasteczko!

czwartek, 29 czerwca 2023

Lubimy Foczki

 Karkonosze


2023, czerwiec



Nie ma takiej opcji, żeby nie odwiedzić Karkonoszków jeśli jest okazja. A okazja pojawiła się wraz z propozycją Zgórwysynów, aby znów zaznać nieco klasyki stylem grzbietowym.



Po różnych perturbacjach w podróży wieczorem znaleźliśmy się w Kowarach i podjęliśmy marsz na szlak. Ścieżkę oświetlały liczne świetliki. Gdzieś pół godziny przed północą zlądowaliśmy w Budnikach i zaczęły się nocne Polaków rozmowy.(fot. Zły Marcin)

W nocy - zgodnie zresztą z prognozą - zaczęło wręcz lać jak z cebra

Późno wstaliśmy ale i tak rano padało, więc nie było po co się śpieszyć.
(fot. Zły Marcin)
Wreszcie wszystkie poranne czynności zostały wykonane i mogliśmy ruszyć na szlak.
(fot. Zły Marcin)
Zaczynam dostojnie, chłopacy gonią do przodu. Zresztą... tak będzie cały dzień ;-)
Na początek podeszliśmy do Ponurej Kaskady, czyli powtórka z mojego niegdysiejszego przejścia.

Poszliśmy ścieżką na Skalny Stół, jest to podejście, które zawsze daje mi w kość na początek
(fot. Zły Marcin)
Marcin musiał na mnie czekać, więc z nudów porobił mi zdjęcia
(fot. Zły Marcin)
ale ja im też cyknąłem kilka głupawych, haha! Patrzcie na te egzemplarze:

Spod jakiego kamienia to wypełzło? Albo spod stołu XD
Na Skalnym Stole /1284/ złapałem drugi oddech.
Na popularnym szlaku do Jelenki zrobiło się niemal tłoczno. My skromnie jako retardzi stanęliśmy z boczku, na stronie obserwując gromady turystów i gasząc pragnienie czeskimi napojami.
Dalej podeszliśmy na Czarną Kopę /1411/ i Czarny Grzbiet. Stąd już tylko rzut moherem na Śnieżunię.
Ruch turystyczny zagęszczał się aż do kulminacji na szczycie.  
Ojojojoj, na szczycie było jak w Mielnie. Tylko cieplejsza woda i nie słona.
Jak na złość Radek zachciał sobie tutaj czeskiej zupy. Czeska zupa?! Jakiś oksymoron dla mnie. Przyniósł po kwadransie jakąś breję w plastikowej kance wielkości większego kapsla. 
(fot. Zły Marcin)
No nie ma Chu. we Ws., podążamy tą samą drogą więc nie ma miejsca na frustracje, jako produkty naszych czasów zeszliśmy Drogą Jubileuszową zamiast contra-sistemo zbiec pod prąd wzdłuż łańcuchów. Żenua na całego. I jeszcze zaoszczędziliśmy, nawet nie wdychając powietrza ze Śląskiego Doma.

...to był taki nieco - punkt kulminacyjny trasy. Dalej to już poszło bez emocji. A może jednak? W lecie ten szlak jest jak...moje ścieżki z dzieciństwa po okolicy mojego osiedla? Jakbym szedł starą Urbanowską w 1983 roku? I jacyś dziwni ludzie spadli tu z kosmosu albo z innego świata, w obcisłych błyszczących strojach...Ha!
Kurnwa chciałbym być tu na chwilę za 1000 lat:

Oj, widoczki
No cóż, pora relaxu: 
Co z tymi ludźmi można zrobić...Idziemy w takiej razie do restauracji pod nazwą Odrodzenie 
ale po drodze jeszcze kilka kilometrów.
jaki to malignowy odcinek
W Odrodzeniu rzuciliśmy się w wir konsumpcji, zamawiając co popadnie. Ale w zasięgu naszych portfeli. Czyli ja - najtańsze pierogi. Nie to, co Oni, paniska - kotlety, suflety.
Późne popołudnie okolice Petrovki.
Odbiliśmy w dół i w dół do kwiatków
Gall Fotografix
Po odnalezieniu leśnych ścieżek rozglądamy się za miejscem noclegowym na jeden namiot dwuosobowy i jedno ciało leżące. 
Zwiedziliśmy w ten sposób kolejno Bażynowe Skały, Różowe Skały, Skały na Polanie i na Wilku mieliśmy skończyć. Nie było tam wygodnie. Na szczęście Marcin wiedziony ciekawością poszedł zobaczyć Foczkę - i to było to! Foczka była gościnna, Foczka była rozłożysta, Foczka nas uwiodła. Dlatego lubimy Foczki!
Posiedzieliśmy wieczorem na skałkach spoglądając na nocne światła Kotliny.
(fot. Zły Marcin)
Nocka była cudowna, pod kopułą z gwiazd.
Moszczę się na moim kawałku skały:
(fot. Zły Marcin)

Ranek z Foczką:
(fot. Zły Marcin)
Piknik pod Wiszącą Skałą a raczej pod Foczką
Trzeba zwijać majdan i ruszać. Po drodze zobaczyliśmy jeszcze jedno zgrupowanie skał.

Poszliśmy przez rozległe polanki dawnym szlakiem zielonym, nie wszystkie znaki są jeszcze zatarte:
No i dalszym ciągiem tego szlaku dotarliśmy wreszcie do ostatniego punktu wypadu, Czarny Kocioł Jagniątkowski przed nami:
Zły Marcin pokazuje mi szramę po spotkaniu z patyczkiem, a płakał przy tym jak mała dziewczynka, aż się chłopczyk z tyłu zdziwił:" Czemu ten pan taki miękiszon?"
Jeszcze trochę schodzenia i zlądowaliśmy na przystanku w Jagniątkowie, skąd autobus zabrał nas do J.G. Wielka dziękówa dla Kolegów Wypadowych, bez Was byłoby nudno na tym świecie.