Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hala Krupowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hala Krupowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 marca 2014

A na wiosnę u Babci śnieg leży na półkach

Babia Góra


2014, marzec





Zacząłem w miejscowości Podwilk 
od przełęczy Bory, poszedłem sobie niebieskim szlakiem przez Pasmo Podhalańskie, które chciałem choć częściowo poznać. 

Już od przełęczy miałem widok na Babcię z fajnej strony

Szlak jest dość mylny , zgubiłem się raz na dobrą godzinę w lesie ale jakoś na czuja poszedłem we właściwą stronę i znalazłem drogę już w pobliżu miejscowości Sidzina. 

Szlak niebieski bardzo fajny , lajtowy , trochę trzeba uważać na jego przebieg. Nikogo tam nie spotkałem. 

Pewną leśną monotonię wynagradzają częste widoki z polan na znane góry i pasma z nietypowej strony. 

Widok na Luboń Wielki:

Trochę powalczyłem na stromych południowych zboczach Kiełka, niestety , wejście uniemożliwili mi pracownicy leśni, usuwający powalone drzewa po huraganach.

Potem poszedłem nieznanym mi czarnym szlakiem na Krupową. U wylotu dolinki odkryłem miejsce na ognicho z wiatami, wygląda zachęcająco.


Krokusy na Hali Krupowej

Na Krupowej pustki , obsługa w postaci jednego zastępczego pana - miła ale jedzenie fatalne. 
Oczywiście nie może się obyć bez widoczku Tatr
Dalszy odcinek przez Policę - katastrofalnie zawalony wiatrołomami , znów zaliczyłem zgubkę przy obchodzeniu w śniegu drzew leżących na długości kilkuset metrów szlaku.
Odcinek do Cyla szedłem przez to dwa razy dłużej niż niegdyś.

Już po ciemku doszedłem na Krowiarki, około 22 przybył Menel , ja już lekko kimałem... 

Rano


weszliśmy sobie nienerwowo na Babcię, pogoda była cudna nawet wiatr ucichł. 


(fot. menel)
(fot. menel)

Potem głównym grzbietem przez Małą Babią do Hali Kamińskiego i odbiliśmy na północ w Pasmo Jałowieckie. Po drodze zahaczyliśmy o Zygmuntówkę, gdzie namówiliśmy gospodarza na podzielenie się z nami obiadem
Dalej do wiaty na Jałowcu /1111/, gdzie rozpętał się wicher coraz i coraz to mocniejszy. 
Wiatr był tak silny , że jego odgłos wdzierał się nawet we sny


W niedzielę szybciutko z rańca ruszyliśmy dalej grzbietem Jałowieckim, aby zejść na Suchą Beskidzką. Rach ciach i powrót.

Było pięknie pod wszelkimi względami.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Michun leży na Babie(j)

Beskid Żywiecki + Beskid Makowski


2011, kwiecień





Wyrypka zapowiadała się trzyosobowa, wielopokoleniowa i międzymiastowa, niestety , na chęciach się skończyło i musiałem poganiać samemu.

PKP stawiają przed nami coraz większe wyzwania i ułożenie sensownej trasy robi się coraz bardziej ekwilibrystyczne. Musiałem zatem zacząć w Jordanowie dopiero po 10 rano w sobotę i stamtąd dojść do podnóża najbliższej góry, jaką jest Cupel (887) w paśmie Policy. Jordanów sprawia wrażenie wielkiego tartaku, oto na co idą nasze polskie majestetyczne świerki:

na prozaiczne europalety...

Przez lesiste i bezleśne pagórki wokół Grani (561) przedostałem się do Bystrej Podhalańskiej, sennej miejscowości o sympatycznym wyglądzie, zlokalizowałem sklep a w nim lodówkę z piwem...Tu mała anegdota: pytam Panią Sprzedawczynię, czy można pić na ławeczce przed sklepem, czy ktoś się czepia? Pani mówi, że nie wolno, bo może ktoś zobaczyć z szosy. No to pytam: A gdzie nie widać pijącego? Na to Pani konspiracyjnym szeptem, rozglądając się na boki : - ZA SKLEPEM...

A oto piesek, który dotrzymał mi towarzystwa "z tyłu sklepu". Ale to nie był piesek na patrolu 😉


Szybkim krokiem, bo szło już na południe, uderzyłem czerwonym na Cupel. Po drodze na polance stoi drwalówka, zagospodarowana lecz otwarta.
Myślę, że w zimie może awaryjnie posłużyć, chociaż może ktoś tam przebywać, nie wiem, czy w zimie prowadzi się wyrąb.

W podskokach wylazłem na Cupel, widoczki mocno ograniczone, nic to, idę dalej. 


Grzbiet wznosi się i opada kolejnymi przełęczami i kulminacjami jak to Naroże (939) , Soska (1063), Urwanica (1174)...
Za kolejnym garbem wyłania się Okrąglica:


Zaczyna się odcinek mocno błotnisty , co mimo napiętej uwagi kończy się obryzganiem :


Wiatka gdzieś przed Urwanicą - z rogami , może letniaczek Satana?


Na Okrąglicy (1239) zaczynają się pierwsze płaty śniegu. Do schronu na Krupowej dochodzę około piętnastej . Wrzątek płatny, piwo płatne, miejsce na ławeczce - bezpłatne. Mitrężę w schronie godzinkę podsłuchując różnych schroniskowych turystów rozważania o menu, czy lepszy żurek, czy pierogi itp :-)

Wyruszam około szesnastej na Policę (1369), zmrożonego śniegu robi się coraz więcej , trochę przeszkadzają też powalone śniegiem świerki. Odcinek do Śmietanowej (1298) cały w śniegu, ale idzie się w zasadzie po wierzchu.
Trochę już zmęczony dochodzę sobie do Krowiarek gdzie zakładam wieczorny obóz ,



przy krupniczku staram się rozwiązać dylemat: czy spać we wiacie, czy podejść jeszcze kapkę?
Z rozliczenia czasów na mapie wychodzi mi, że mogę nie zdążyć jutro na zaplanowany pociąg, jeśli nie zrobię jeszcze z godzinki. Poza tym przecież mam ze sobą namiot, który chciałem wypróbować. Po kolacji podchodzę jeszcze tyle ile potrzeba, uwalam się gdzieś pod krzaczorami tuż przed Sokolicą. Niestety, zmrożona ziemia nie pozwalała wbić szpilek a tunelik nie chciał stać nienapięty więc zwalił mi się na głowę :) No to cóż, spałem w takiej jakby płachcie biwakowej, czyli owinięty membranką :)

Spałem to zresztą dużo powiedziane , bo jeszcze okazało się, że po ciemku uwaliłem się na jakieś korzenie i wykroty. No a już krótko przed czwartą obudziły mnie rozmowy pierwszych amatorów wschodu słońca na Babiej, bo leżałem nieopodal ścieżki.



No to cóż było robić, w końcu leniwie się zwlokłem, zarzuciłem garba i ruszyłem dalej pod górę. Po drodze parę oślizgłych miejsc, ale ogólnie raczki by się nie przydały. Najbardziej śliskie i tak były zmrożone kamienie, na których bym prawie wywinął orła.
Na szczycie sępię wodę na herbacinę, bo moja mi się kończy, a przede mną jeszcze wiele km.




No i w końcu nadchodzi ten moment astronomicznego orgazmu, na który czeka gromadka widzów:


Robi się jasno i pięknie. Niestety, do pełni szczęścia brakuje widoku na Tatry.
Było miło, ale trzeba ruszać dalej tym grzbietem. 





Na przełęczy Brona rozdziewam się z zimowego ubranka. Dalej szlak wiedzie po zgrudziałym śniegu na Małą Babią. Klimaty lekko inwersyjne, póki trwa poranek.


Do przełęczy 
Jałowieckiej cały czas leży jeszcze śnieg, inkrustowany gałązkami, igłami, szyszkami, więc mało poślizgowy.



Nowa zacna wiata, zaiste warta naszej uwagi, z miejscem na ognisko, "pięknarzecz".


Tuż przed Mędralową odbijam zielonym w prawo - kierunek: Pasmo Jałowieckie.



Ze stoków Magurki widok na stronę północną - kolejne wierzchołki do podejścia:


Sucha Góra (1060) i po prawej najwyższy tutaj Jałowiec (1111).
Na przełęczy Klekociny coraz więcej zabudowy, nic dziwnego, bo widoki stamtąd i z okolicznych stoków piękne.


Wyłażę na Suchą Górę Czerniawę a następnie na Jałowiec, który wcale nie wygląda jałowo, a raczej zanosi się na obfite połowy jagód.




Na szczycie wiata , miejsce na ognisko ,krzyż - dla każdego coś miłego :)


Po zejściu z Jałowca w okolice Opacznego zaczyna się cudny , spacerowy wręcz odcinek , wymarzony na rodzinne wycieczki, być może coś pomyślę w takim kierunku.


Robię sobie krótką przerwę na barszczyk, bo widzę już, że zdążę na pkp w cuglach i podziwiam widoki na cały masyw i pasma, które przeszedłem. Miastowi budują sobie tutaj domki, które podchodzą już do samego grzbietu.


Robię kilka kolejnych krótkich podejść i zejść na kolejne kulminacje grzbietu: Kolędówkę, Solniska i Kiczorę (905) aż dochodzę do regularnej zabudowy przysiółka Zawoi-Przysłop wzdłuż grzbietowej drogi asfaltowej.
Jest około czternastej i robi się jakby upalnie jak na kwietniowe standardy. Na szczęście po drodze jest sklepik a pani przynosi z zaplecza chłodnawe piwko.
Ostatnie półtorej godziny do Suchej Beskidzkiej wiedzie mało ciekawym odcinkiem szlaku przez las , a może już byłem niewrażliwy na bodźce estetyczne, bo nogi dawały już trochę w kość - w przenośni i dosłownie. Zaczęło mnie boleć jak nigdy wcześniej biodro.

Kiedy zobaczyłem pod sobą Suchą, odetchnąłem z ulgą.



Ostatni akord to wspaniała pizza z miejscowej pizzerii (nieopodal dworca), z mnóstwem kaparów i sera, dobrze przyprawiona, a wszystko to za 12 zyla (!). Byłem szczerze zadziwiony jak i uradowany:



To tyle miłego.

niedziela, 13 listopada 2005

Na Babią Górę ze "Zgredami"

Beskid Żywiecki


2005, listopad





Po powrocie z Tatr wakacyjnych męczyła mnie potrzeba ponownej rychłej wizyty w górach, dawno już od czasów "przed-dziećmi" tak nie miałem...Kiedyś wystarczały mi 1-2 wyjazdy w roku, może w czasach studenckich trochę więcej...Był to jak się potem okazało początek drogi, która doprowadziła mnie do obecnego stanu nałogu 😁.

Udało mi się zgromadzić grupkę kolegów, których dla wygody będę złośliwie nazywał w dalszym ciągu "Zgredami". Był to jak się potem okazało pierwszy z kilku wyjazdów tego typu. Skład początkowy to: Przemek, Frank, Radeczek, Andrzej i ja.
Zaplanowałem wycieczkę dość szczegółowo, dokonałem rezerwacji w schroniskach, po prostu perfekcja 😄. Potem nigdy już mi się nie chciało być tak skrupulatnym.
Spakowany to byłem już na kilka dni przed wyjazdem 😄, zakupiliśmy też bilety na kuszetki.
Podróż obyła się bez zgrzytów i tym sposobem rano w piątek znaleźliśmy się w Korbielowie przy krowie.
Jeszcze śniadanko w przelocie i idziemy na szlak. Cofamy się z Kamiennej do żółto znakowanej ścieżki.




Wychodzimy na łąki ponad Korbielów i kierujemy się do granicy.
Po dojściu do granicy idziemy sobie grzbietem. Już za nami Szelust, przed nami - Jaworzyna /1047/.
Przechodzimy przez Głuchaczki. Baza namiotowa jest w stanie hibernacji. 
To nadzwyczajne miejsce. Niestety o tej porze roku wymarłe.
Kierujemy się na Górne Głuchaczki do żółtego szlaku przez Słowację.
Przechodzimy niecałe trzy kilometry doliną do Przełęczy Jałowieckiej.


Po przejściu tego skrawka Słowacji idziemy granicą w stronę Przełęczy Jałowieckiej Południowej i odbijamy na szlak w lewo, na Halę Czarną:
Droga trawersem trochę nam się dłuży, niby to tylko 1.20 h, ale w międzyczasie ściemnia się;  w końcu osiągamy Markowe Szczawiny i pojawia się ten kultowy widok, którego już obecnie się nie zobaczy:
Powitalne piwko:
 Na spanie poszliśmy do goprówki. Łózko miałem w kształcie kołyski 😁
Stare schronisko o poranku:

A przed nami podejście na Babią Górę. Podchodzimy najfajniejszym szlakiem czyli przez Perć Akademików.





 Przechodzimy przez ubezpieczenia
   Co się gapisz, scrolluj dalej!
Babiogórska klasyka ze szczytu








Po szale zdjęć możemy kierować się grzbietem w stronę Sokolicy.





Pogoda nas rozpieszcza w połowie listopada. 
Po zejściu w las i na Krowiarki nie wieje i robi się cieplej. Dalej idziemy na Syhlec, Halę Śmietanową, Policę...


Czy to za późno wstaliśmy, czy za bardzo marudziliśmy po drodze, w każdym razie zaczęło się szybko ściemniać. W obawie o nasza rezerwację przyspieszam kroku. 
Umawiam się zatem z kolegami, ze spotkamy się już w schronisku a ja spróbuję trochę nadgonić.

Po drodze spektakl zachodowy:






Przy świetle czołówki dochodzę do drzwi schroniska na Hali Krupowej.
W samą porę, bo w schronisku tłumy i nasza rezerwacja wisi na włosku - już są chętni na nasze miejsca a ponieważ tak długo nas nie było recepcja już je komuś przyobiecuje, w tym momencie wpadam w słowo i oznajmiam - Rezerwacja własnie przyszła! 
Po niedługim czasie przychodzą również pozostali uczestnicy wypadu.
Po zalogowaniu na pryczach w zbiorówce idziemy na salę i zajmujemy jakiś narożniczek stołu. 

Po dwudziestej drugiej na sali ogólnej dochodzi do spięcia - część ekipy chce się jeszcze bawić, inni - szczególnie jedna para - chcą już spać. Po małej pyskówie impreza trwa jeszcze bodaj godzinę czy półtorej.
Ludzi jest "jak mrówków", korzystając z pięknej pogody pojawiło się wielu chętnych na wędrówkę beskidzką i piękne widoki. Turyści śpią nawet na schodach!
My na szczęście lądujemy w turystycznych legowiskach.
Rano w niedzielę wszyscy na chodzie.
Energii dodają nam piękne widoki na Tatry.



Idziemy w słońcu grzbietem - odcinkiem GSB - na Cupel /887/, po drodze beskidzka inwersja. Można iść w samym t-shircie.


Na szczycie Cupla skręcamy w lewo na szlak zielony poprzez Gawron /756/. Ostatni odcinek trasy doprowadza nas na dół do Osielca. Tu czekamy na pkp do Krakowa.
To koniec pierwszej wycieczki zgredowej. Potem kilka razy udało się powtórzyć tego rodzaju wypadziki.

(Zdjęcia własne, Franka i Przemka)