Tatry
2026, lipiec
pojechałem na mini-zlot grupy z mojej Pyrlandii, poznanej internetowo. Była to okazja na kilka powtórek tatrzańskich.
W dzień przyjazdu 30 VII po południu przeszedłem się Doliną Bystrej do Ścieżki nad Reglami.
Ścieżka wspina się na Przełęcz Białego. Dawno tędy nie szedłem. Cieszę się znowu Tatrami!
Po minięciu
Doliny Białego jeszcze krótkie podejście i oto wyszedłem na
Sarnią Skałę /1378/
W popołudniowym słońcu powylegiwałem się na szczycie
Nie ma co, fajnie jest wrócić w Tatry!
Grupa miała w planie wejście na Rysy. Pojechałem i ja. Okazało się, że będziemy wchodzić od Słowacji, więc jechaliśmy bardzo wcześnie z godzinę do punktu wyjścia przy stacyjce elektriczki "Popradzkie Pleso".
Dzień zapowiadał się bezchmurny. Słońce powoli zaglądało w głębokie doliny. Najpierw asfalt, potem marsz dnem
Doliny Mięguszowieckiej i nareszcie pojawiły się lepsze widoki.
Za rozstajem na Hruby ścieżka staje dęba i robimy już konkretnie wysokość...
Kozy wypuścili
Kilka drabinek i metalowych ubezpieczeń i zlądowaliśmy przy schronisku. Jakoś mi się wydawało, że było to kilka ciągów łańcuchów w tym 2006 roku?

Po krótkim odpoczynku wyszliśmy na
Wagę I jeszcze ostatni, najbardziej skalisty i stromy odcinek na szczyt.
Dla bezpieczeństwa mieliśmy kaski bo niestety przy tej ilości ludzi zawsze znajdzie się jakiś idiota nie zważający na ludzi będących poniżej.
Polski szczyt widziany ze słowackiego:
i słowacki z polskiego:

Rysy 2499 i 2503
Widok na Przełączkę
Jeszcze na zejściu pamiątkowa fotka ekipy
Śmigiełko latało nad Doliną Mięguszowiecką
Pożegnanie ze słowackimi Tatrami nad
Popradskim plesom
1 VIII postanowiłem przejść się do Doliny Gąsienicowej i zobaczyć, co dalej się uda zrobić.
Pogoda znów zapowiadała się świetnie.
Wyjście na Halę Gąsienicową i spojrzenie na nasze olbrzymy zawsze robi wrażenie
W schronisku
Murowaniec nie zatrzymałem się nawet, lecz od razu poszedłem posiedzieć nad taflę
Czarnego Stawu Gąsienicowego 
Pomyślałem sobie, że wylezę dla frajdy i przypomnienia na Kościelec. Najpierw czarnym szlakiem na
Mały Kościelec /1866/ i potem na
Karb /1853/.

I tu stało się coś złego - nagle ogarnęły mnie powtarzające się ataki nudności. Usiadłem z boku szlaku w kosówce i męczyłem się pół godziny wstrząsany skurczami żołądka.
Z wyjścia na szczyt w tej sytuacji zrezygnowałem...Nie wiem, co się stało - poprzedniego dnia byłem w pełni sił. Może był to efekt leków, pod wpływem których byłem.
Na pocieszenie zostały mi fotki kolejki turystów na szczyt ;-)
Po dojściu do siebie mogłem powoli zejść pomiędzy Stawy Gąsienicowe i podziwiać widoki
Będę musiał pomyśleć o rewanżu z tym Kościelcem...
W nagrodę za te męki szarpnąłem się w Kuźnicach na loda o smaku cytryny w kolorze...czarnym.
2 VIII to już był dzień wyjazdu. Miałem jeszcze trochę czasu na zwiedzanie Grani Krupowej ;-)
Ale przeszedłem się Drogą na Antałówkę.
Willa pod Jedlami była niestety w remoncie a nieopodal znalazłem takie cudo:
Widok z
Antałówki /937/ w stronę Nosala:
No i tyle, kilka wspominek i coś nowego.