niedziela, 12 kwietnia 2026

Miero-szów i Bogu-szów

 Góry Wałbrzyskie


2026, kwiecień


Mimo, iż obiecywałem sobie koniec z jednodniówkami, wyszło jak zwykle inaczej. W sobotę po południu zobaczyłem fajowy transport w niedzielę z samego rana wprost w górki i nie mogłem się oprzeć.

Zatem punktualnie 9:30 zameldowałem się w centrum Mieroszowa. 

Pierwsze kroki skierowałem na Górę Kościelną /535/ i odwiedziłem stojącą na grzbiecie wieżę.

 Widoczek na graniczne Góry Suche
Taka Pieta sobie tam stoi
Dalej skierowałem kroki na północ. Po drodze taki widok na pola i na górki w pobliżu Sokołowska.
Ścieżka wspina się na stoki Lesistej tak w sam raz, nie za stromo, nie za leniwie.
Na szczycie Lesistej Wielkiej /858/  wpadłem niestety jak śliwka w kompot w jakiś rajd turystyczny z mnóstwem krzyków, kiełbaskami i te pe. Dlatego szybko po łyku wody i gryzie cuksa ewakuowałem się w kierunku wietrznych dziur czyli szczelin wiatrowych:
Niby nic takiego, ale...
Po niedługim czasie zameldowałem się na szczycie Stachonia /806/

a potem na Sokółce /800/. Można tutaj uciąć sobie chwilę z widokiem na masyw Dzikowca położony dokładnie naprzeciwko.

Z przodu po prawej Stożek Wielki, dalej na lewo Waligóra, Bukowiec, a z tyłu Góry Sowie.
Przede mną strome acz krótkie podejście na Dzikowiec Wielki /836/



Wokół wieży oczywiście ruch turystów był gęsty. Sama wieża dosyć kłopotliwa - podejście na szczyt to dodatkowe z 400 metrów, bo trzeba robić kółko za kółkiem na samą górę - schodów nie ma. 
Zadowolony raczej ja
 Kilka widoczków mimo słabej widzialności



Bez większej zwłoki poszedłem do Boguszowa-Gorców położonego u stóp Dzikowca

Stacja od lat przestrasza podróżnych
I po balu.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Zimna Wielkanoc

 Góry Sowie


2026, kwiecień


Na Wielkanoc udało się wybyć do miasteczka Bielawa. Pogoda nas nie rozpieszczała, było zimno. Mało wiosennie zarówno w lesie jak i na łąkach.

4  kwietnia

Z Przełęczy Woliborskiej przeszliśmy się czerwonym GSS:

Smutnawo, szarawo, bez zieleni...Szeroka/825/



 I jeszcze ten dojmujący wiater. Malinowa /838/.
Wróciliśmy niebieskim nieco zasłoniętym przed wichrem. 
Zwierzaki mądre, pochowały się, tylko ptaki niestrudzenie śpiewały i spotkaliśmy po drodze dwie takie oleice:
A pszczołom w ulu też się nie chciało jeszcze ruszać do pracy - wcale się nie dziwię, kwiatów przecież nie było.
Brr!

5 kwietnia

Niedziela Wielkanocna była jeszcze bardziej wietrzna, ale na szczęście pojawiło się słońce. 

Z Przełęczy Jugowskiej /805/ początkowo ruszyliśmy obleganym odcinkiem szlaku na Kozią Rówień i Kozie Siodło /887/. Stąd oczywiście widok na przeciwstok - na Rymarza.

Na Kozim Siodle skręciliśmy w lewo, na ścieżkę mniej uczęszczaną. Na tej niezbyt dużej wysokości (około 880m npm) były wciąż pod drzewami płaty śniegu a kałuże na drodze były zamarznięte!
Widok na masyw Wielkiej Sowy: 
Przeszliśmy na Lisie Skałki /875/ będące bardzo dobrym punktem widokowym na otoczenie, Góry Wałbrzyskie były ładnie widoczne a za nimi zachmurzone Karkonosze.

To lubię!
Zeszliśmy w kierunku schroniska Zygmuntówka ale kolejka do bufetu i nieustający silny wiatr zniechęciły nas do popasu.
A po drodze powrotnej na przełęcz spotkaliśmy jeszcze taką turystkę, mało ruchliwą z zimna:

Sowie Góry to jest to!

niedziela, 22 marca 2026

Powtarzam klasykę

 Karkonosze+Rudawy


2026, marzec


Udał mi się fajny przejazd z bli-bla wprost do Karpacza. W ten sposób spokojnie o dziesiątej byłem już na miejscu i to niemal na wejściu na czarny szlak.

Wyjście na górę szło mi tak sobie, jedni mnie wyprzedzali, inni zostawali w tyle...W miarę wzrostu wysokości wzmagał się również wiatr. Na tym "lodowcu" już trzeba było obuć się w raczki:

Bardzo już solidnie wiało na tym ostrym wirażu w Białym Jarze; skrót do Strzechy wciąż zamknięty.

Za Kopą za to na chwilę się uspokoiło, chyba byłem jakoś zasłonięty od wiatru
Przejście krótkiego odcinka do Domu Śląskiego znowu mnie przedmuchało. 
W tzw "schronisku" nie zagrzałem miejsca. Po kilkunastu minutach wylazłem i wiatrem smagany byłem na szczycie Śnieżuni.



Chciałem iść do czeskiej knajpki...ale nie poszedłem ;-)
No i zaiwaniam w dół 
Jelenkę też oczywiście minąłem, bo to koron nie mam, bo to ludzi dużo. I tak to leci godzina za godziną.
Na Okraju nie wytrzymałem - wbiłem na grochówkę, żeby spokojnie zjeść. 
No i oczywiście... po paru minutach jakaś grupa wycieczkowa wbiła do jadalni, najpierw jeden, potem trójka, za chwilę piątka i tak dalej; wszyscy mordy darli no i ze spokojnego żarcia wyszły nici.
W miarę sprawnie byłem na Przełęczy Kowarskiej /727/ i  dalej ruszyłem w Rudawy.
Na rudawskim podejściu:
Rudnik /853/

Niemal na zachód wbiłem do miejsca noclegowego. Oto dotarłem na Rozdroże pod Bobrzakiem, ok. 750m npm.

Piękna miejscówka, nie zniszczona przez żulerię... albo odnowiona. Tu "kymaly my" z menelem parę lat wstecz. Rozczuliło mnie to wspomnienie i zgadaliśmy się z Nim , więc może zdarzy się kolejna relacja z menelem w roli głównej!
Spanko było ekskluzywne.

Rano oczywiście zamarudziłem ze wstaniem, mam tak w genach
Inna sprawa, że było mżyście i niemiło. Właściwie dla sportu poszedłem na Ostrą Małą /945/ na górną skałkę
Widok był "magiczny" jak to ujmują inni blogowicze
Jakby smutno

Mijałem kolejne kulminacje Rudaw zastanawiając się, czy przez własną niefrasobliwość nie zdążę na pociąg.
Tymczasem głupia duma nie pozwalała mi obejść skrótem, no i wtarabaniam się na Wołka /877

Widok, że łał
......
Głaziska Janowickie
Zamek Bolczów. Już wiem, że zdążę, to chwilka na fotkie
I w dół, w dół do Janowic.
Zdążyłem jeszcze wpaść do Mamarosy na napój i już podjechał pociążek.
Bardzo mi się podobało.