piątek, 31 lipca 2026

Powtórki

 Tatry 


2026, lipiec



pojechałem na mini-zlot grupy z mojej Pyrlandii, poznanej internetowo. Była to okazja na kilka powtórek tatrzańskich.

W dzień przyjazdu 30 VII po południu przeszedłem się Doliną Bystrej do Ścieżki nad Reglami. 

Ścieżka wspina się na Przełęcz Białego. Dawno tędy nie szedłem. Cieszę się znowu Tatrami!

Po minięciu Doliny Białego jeszcze krótkie podejście i oto wyszedłem na Sarnią Skałę /1378/
W popołudniowym słońcu powylegiwałem się na szczycie




Nie ma co, fajnie jest wrócić w Tatry!

Grupa miała w planie wejście na Rysy. Pojechałem i ja. Okazało się, że będziemy wchodzić od Słowacji, więc jechaliśmy bardzo wcześnie z godzinę do punktu wyjścia przy stacyjce elektriczki "Popradzkie Pleso".

Dzień zapowiadał się bezchmurny. Słońce powoli zaglądało w głębokie doliny. Najpierw asfalt, potem marsz dnem Doliny Mięguszowieckiej i nareszcie pojawiły się lepsze widoki.

Za rozstajem na Hruby ścieżka staje dęba i robimy już konkretnie wysokość...
Kozy wypuścili



Kilka drabinek i metalowych ubezpieczeń i zlądowaliśmy przy schronisku. Jakoś mi się wydawało, że było to kilka ciągów łańcuchów w tym 2006 roku?
Po krótkim odpoczynku wyszliśmy na Wagę 
I jeszcze ostatni, najbardziej skalisty i stromy odcinek na szczyt.
Dla bezpieczeństwa mieliśmy kaski bo niestety przy tej ilości ludzi zawsze znajdzie się jakiś idiota nie zważający na ludzi będących poniżej.
Polski szczyt widziany ze słowackiego:
i słowacki z polskiego:


Rysy 2499 i 2503
Widok na Przełączkę
Jeszcze na zejściu pamiątkowa fotka ekipy
Śmigiełko latało nad Doliną Mięguszowiecką
Pożegnanie ze słowackimi Tatrami nad Popradskim plesom



1 VIII postanowiłem przejść się do Doliny Gąsienicowej i zobaczyć, co dalej się uda zrobić.
Pogoda znów zapowiadała się świetnie.
Wyjście na Halę Gąsienicową i spojrzenie na nasze olbrzymy zawsze robi wrażenie
W schronisku Murowaniec nie zatrzymałem się nawet, lecz od razu poszedłem posiedzieć nad taflę Czarnego Stawu Gąsienicowego 

Pomyślałem sobie, że wylezę dla frajdy i przypomnienia na Kościelec. Najpierw czarnym szlakiem na Mały Kościelec /1866/ i potem na Karb /1853/.
I tu stało się coś złego - nagle ogarnęły mnie powtarzające się ataki nudności. Usiadłem z boku szlaku w kosówce i męczyłem się pół godziny wstrząsany skurczami żołądka.
Z wyjścia na szczyt w tej sytuacji zrezygnowałem...Nie wiem, co się stało - poprzedniego dnia byłem w pełni sił. Może był to efekt leków, pod wpływem których byłem.
Na pocieszenie zostały mi fotki kolejki turystów na szczyt ;-)
Po dojściu do siebie mogłem powoli zejść pomiędzy Stawy Gąsienicowe i podziwiać widoki

Będę musiał pomyśleć o rewanżu z tym Kościelcem...
W nagrodę za te męki szarpnąłem się w Kuźnicach na loda o smaku cytryny w kolorze...czarnym. 

2 VIII to już był dzień wyjazdu. Miałem jeszcze trochę czasu na zwiedzanie Grani Krupowej ;-)
Ale przeszedłem się Drogą na Antałówkę. Willa pod Jedlami była niestety w remoncie a nieopodal znalazłem takie cudo:
Widok z Antałówki /937/ w stronę Nosala:
No i tyle, kilka wspominek i coś nowego. 

niedziela, 19 lipca 2026

Galicia to nie Galicja

 2026, lipiec


Masyw Galicyjski




Z kronikarskiego obowiązku odnotowuję naszą krótką wycieczkę z Santiago de Compostela na pobliską górkę.

Ogólnie całe wybrzeże atlantyckie w okolicy pomiędzy Vigo a Coruną jest mniej lub bardziej górzyste. Mieliśmy okazję pospacerować tam i ówdzie ciesząc oczy z punktów widokowych - miradores.

Vigo położone na wzgórzach wokół zatoki, widok z Monte do Castro


Castro de Alobre w Vilagarcia położone na skalistym wzgórzu nad morzem

Wyspa Cortegata
A Coruna - skały wychodzą tutaj wprost z morza oczywiście




Wieża Herculesa

W końcu wybraliśmy się na kilkugodzinną trasę z Santiago. Stare miasto położone jest na wzgórzach pomiędzy głębokimi dolinami rzek. Stąd chodzenie po mieście przypomina korzystanie z systemu pochylni. 

My musieliśmy najpierw zejść do głębokiego jaru wąskiej w tym miejscu Rio Sarela. Po jej przekroczeniu całkiem stromą ścieżką i odcinkiem szosy wyszliśmy w las na stokach góry. Szlak jest oznaczony wyraźnymi drogowskazami i mniej widocznymi nalepkami


Wychodzimy na  pustą przestrzeń na stoku, stąd już niedaleko
Po podejściu w sumie 230 metrów wyszliśmy na punkt widokowy pod szczytem
Widok w stronę Santiago, w centrum kadru gigantyczna, szara sylwetka katedry
A tutaj klimaty jakby beskidzkie, bieszczadzkie...

Sam szczyt Monte Pedroso /461 m/ ozdobiony zabytkowym obeliskiem-kapliczką (na zdjęciu) i masztem przekaźnikowym (poza zdjęciem)
Zeszliśmy sobie drugim odcinkiem szlaku w stronę centrum. 
Wycieczka była przyjemna mimo upału i wyciśniętych potów, ale za to jak smakuje potem napój z lodem!