1988, luty
Na ferie umówiliśmy się w kilka na luzie, inaczej niż w poprzednim roku - nie był to wyjazd organizowany przez kogokolwiek, ot, kto pojedzie ten będzie. Pierwszego dnia panowała odwilż.
W Małem Cichem wynajmowaliśmy skromną kwaterę, spanie na materacach na podłodze w pustych zimnych pokoikach na piętrze:
Małe Ciche było jaką miejscowością? - oczywiście cichą, położoną na uboczu, był nawet problem z wydostaniem się z tej hmm...dziury w celu zrobienia jakichś wycieczek.
Bardziej okazałe zabudowania to klasztor dominikański znany nam z poprzedniego wyjazdu:
Obecnej stacji narciarskiej oczywiście nie było, powstała dopiero w 2005 roku, czyli siedemnaście lat później. Ruchu i ludzi zatem też nie było, byliśmy tam jednymi z nielicznych przybyszów z nizin. Lokali, karczm..a nawet (!) pizzerii też nie było, trzeba było radzić sobie samemu na kuchni opalanej drewnem.Naszym celem nr 1 jak i poprzednio była dominikańska i maryjna kaplica na Wiktorówkach.
Najpierw trzeba dojść do Drogi Oswalda Balzera i tą szosą do wylotu Doliny Filipka.

Po dojściu do połączenia potoków skręca się w lewo w Dolinę Złotą.
Jest tam też jedno czy dwa bardziej strome miejsca więc na śniegu bywało wesoło.
Po wzajemnym wciąganiu się pod górę doszliśmy na Wiktorówki:
Oczywiście Rusinową Polanę w czasie tego wyjazdu odwiedzałem kilkakrotnie.
Chwycił mróz i padał śnieg nocami, powrócił wyż. Śnieg padał na skute lodem podłoże i miało to mieć swoje późniejsze konsekwencje.
Trafiło się przy ładnej pogodzie wejść na Gęsią Szyję /1490/

Niestety nie pamiętam tej trasy w całości ale możliwe, że wracaliśmy szosą z Toporowej Cyrhli. Jeśli to było wtedy, to odwiedziliśmy dwa może trzy razy słynną wówczas knajpę Siedem Kotów i potem szosą wracaliśmy rozochoceni grzanym piwem z żółtkiem, tamtejszą specjalnością. Nie było tam tak porządnie jak obecnie, zdarzało się, że jakiś kufel albo i ława poleciała w trakcie, hmm, dyskusji
(fot. googlemaps)
Robiliśmy też inne trasy w pobliżu, przez Rówień Waksmundzką do Doliny Suchej Wody itp.
Niestety, cieniem na moich wspomnieniach z tego wyjazdu kładzie się tragiczne zdarzenie, które miało miejsce w tym samym czasie, kiedy tam przebywałem.
Wracając z jakiejś krótkiej wycieczki na Rusinkę czy Gęsią Szyję zatrzymałem się na Wiktorówkach.
Przy kubku herbaty słuchałem przez radiostację stojącą w goprówce rozmów pomiędzy ratownikami będącymi na akcji w okolicy Dolinie Pięciu Stawów a centralą w Zakopanem i również włączającą się stacją na Gąsienicowej. Rozmowy dotyczyły akcji poszukiwawczej prowadzonej jak się okazało w Żlebie Żandarmerii. Niestety, okazało się, że odkopano zwłoki dwóch osób. W trakcie wymiany zdań zorientowałem się, że chodzi o uczniów z liceum w Poznaniu!
Po dalszych nasłuchach wychwyciłem również jego nazwę - chodziło o liceum nr III, czyli moje...Byli to moi koledzy z sąsiednich klas, którzy przyjechali trzy dni wcześniej, udali się do schroniska w Pięciu Stawach i poszli stamtąd na wycieczkę przez Świstówkę Roztocką. Może ich celem miało być Morskie Oko, może tylko rozruszanie się pierwszego dnia? Dość, że ta krótka wycieczka stała się ich ostatnim wyjściem w góry. Warunki były mocno lawiniaste, panowała "trójka". Być może zabrakło doświadczenia, być może entuzjazmu dla gór nie powściągnął rozsądek? Nie dowiemy się tego. Dla mnie to zdarzenie stało się przestrogą i swego rodzaju memento mori na całe moje górołażenie. Góry będą stały i dziś i jutro i pojutrze, a życie ma się tylko jedno. Banał, ale może uratować życie.
Reportaże z tygodników:
Wycinki z poznańskich gazet na ten sam temat:
Na koniec próbka sprawności ówczesnej poczty - otrzymałem te alarmistyczne telegramy od mamy, wzywające mnie do natychmiastowego powrotu! Wysłać było łatwiej, dostarczyć - trudno. Tamtejszy listonosz z Murzasichla wypytał w sklepie czy wśród gospodarzy i jakoś pocztą pantoflową dotarła do mnie wiadomość, że mam odebrać telegramy w...szkole podstawowej w Małem Cichem, gdzie zostały zdeponowane. Jeden a potem kolejny.
Oczywiście nie miało sensu się do nich zastosować, nie wiem, czy nawet czasem nie zamawiałem rozmowy telefonicznej, żeby potwierdzić, że mam się dobrze i wrócę planowo? A może dzwoniłem z tej wspomnianej szkoły?