Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odrodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odrodzenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 grudnia 2016

Urodziny w Karkonoszach


Grzbiet Karkonoszy

2016, grudzień


Wiedziony chęcią zasmakowania odrobiny śnieżnej zimy, której u mnie wciąż brak, pilnie śledziłem prognozy pogody. Wyżowe i mroźne okno pogodowe miało się otworzyć na piąteczek i sobotę. Był to wybitnie szczęśliwy zbieg okoliczności, ponieważ na dniach "Pan Menel" świętuje urodziny .
Wybrałem nocne połączenia autobusowe z przesiadką we Wrocku- zapaść dla organizmu, jeśli idzie o sen - i wcześnie rano dotarłem do Kowar. Było jeszcze ciemno, ale w miarę wędrowania wstawał piękny świt nad Karkonoszami.
Pierwszy postój zrobiłem w Budnikach w świetnie utrzymanej wiacie, którą mocno lubię. Naprzeciw mnie lis szukał śniadania:

W tym miejscu rozsądek podpowiedział, aby się przebrać w wyższy level ciuchów zimowych- i słusznie, jak się okazało. Dodatkowo wskakuję w raczki, aby ułatwić sobie podchodzenie.
Żółty szlak na Skalny Stół daje mocno popalić, jest to z Kowar ok. 800 m przewyższenia. Jakiś dowcipny znakarz chciał jak się zdaje podkreślić stromiznę i sporo znaków przybiera kształt strzałek, kierujących nas pod górę:
Po wyjściu na główny grzbiet widoki mnie oszałamiają, widzę dzisiejszy etap trasy:

Inwersja w swej cudowności:

Jelenka gości mnie piwkiem i zeleninową polievką, jest super! Mróz i wiatr szczypią w twarz, idzie się świetnie. Na Czarnym Grzbiecie:

Pojawia się jakby tęcza w odcinkach czyli słońce poboczne:

Morze chmur widziane ze Śnieżki

I oczywiście klasyczny widok na Jamy

Na Śnieżce jak to na Śnieżce: wiatr daje już solidnie w dekiel, rękawiczki, części odzieży i co mniejsze dzieci i psy latają swobodnie wypuszczone 😁
Próbka filmu z tego latania ze szczytu:

Schodzę do Domu Śląskiego, obserwując ekwilibrystyczne popisy ludzi w kozakach i tym podobnym obuwiu.

W schronisku kupuję sobie gulaszową z grzańcem. Smakowało. Mam dużo czasu więc postanawiam odwiedzić Luczni Boudę czyli po naszemu Chatę Łąkową (?)

Dają tu pivo Parohac z zabawnymi krążkami pod szklanice, które w parafialnej Polsce pewnie by nie przeszły:

oraz ohydną fazulovą (chyba po prostu podgrzana fasolka z puszki razem z tą wodą ze środka...) .

Śniegu jest jeszcze zbyt mało, aby iść zimowym wariantem (w stronę Małego Szyszaka) na rakietach, górą kosówki, ale już za dużo, aby przecierać samemu całą trasę i co gorsza lawirować przez kosodrzewinę. Niestety, potem i tak się w nią wpakowałem na fragmencie ścinajacym letni szlak do Słonecznika.

Jeszcze kilka widoczków z tego odcinka w czasie zachodu słońca





W Odrodzeniu zapuszczam korzenie, zmęczenie walczy z obowiązkami wobec ciała.
Odprawiam różne schroniskowe czynności i zasiadam przy rumie, czekam na szanownego jubilata.
Niestety, mój plan zachowania pionu i pewnego poziomu upadł z chwilą, kiedy kilkoro Czechów zaprosiło mnie do stolika... Na ciąg dalszy wieczoru spuszczę zasłonę milczenia, powiem tylko, że wszystkich przepiłem, doczekałem się menela, wręczyłem mu prezent i w chwilę potem upadłem na łóżko...

Sobota wita nas jeszcze piękniejszą pogodą , wstajemy jednak strasznie późno. Na śniadanie nie odmawiamy sobie po jajecznicy, woda z samowara do oporu, jest extra. Gdybyśmy wyszli z dziesięc minut wcześniej, nie doszłoby do spotkania na szlaku - oto z przeciwka idzie Rambi z kolegą Kamilem.
Robimy pamiątkowe fotki i idziemy dalej.

Gromadka wesołych czeskich bałwanów:

Śniegowi rowerzyści spotkani na szlaku

Tak się z nimi mijaliśmy w drodze do Szyszaka:

Obchodzimy go czeskim zimowym wariantem aby pozostać w słońcu, chociaż szlak jest tu mocno zaśnieżony i słabo przetarty.

(fot. menel)
Od Śnieżnych Kotłów jest coraz więcej polskich turystów z pobliskich schronisk. My wbijamy jeszcze na Szrenicę na bardzo dobry obiad. Ostatnie widoczki w stronę Jeszteda i Hvezdy

Co się działo dalej - nie pamiętam bo tak szybko biegliśmy na dół na pociąg w Szklarskiej Porębie, a jednak tylko raz się wywaliłem.

Aha, menel z prezentu zadowolony, czyli się wszystko udało.

niedziela, 24 listopada 2013

Karkonosze w listopadzie też mogą być cudne

Karkonosze 


 2013, listopad 


22-24 XI
Spotkaliśmy się nietypowo tym razem w schronisku Nad Łomniczką , dokąd dotarliśmy wieczorem , menel około 21, ja około 24. Nockę spędziliśmy na glebie korzystając z uprzejmości gospodarzy. Pogoda miała być kiepska i nastawiliśmy się na zmoknięcie i/lub zmarznięcie.


Rano po śniadaniu (niestety kuchnia nie oferuje jajówy, skończyło się na jakiejś kiełbie grzanej) wychodzimy przed schronisko , pogoda mało zachęcająca. Jednak po kilkuset metrach rozpoczynają się prześwity w stronę Śnieżki

Im wyżej , tym zaczyna się robić coraz bardziej zaskakująco i ciekawie

Przekraczamy żleb coraz to podmarzającej Łomniczki


i zaczynamy się wbijać w zakosy. Nad głowami co i rusz ciekawe zjawiska: 
 


A nam w to graj, bo nastawieni byliśmy na deszcz , marznącą mżawkę lub śnieg....
Im bliżej grzbietu, tym lepiej

Aż w końcu stajemy ze słońcem twarzą w twarz!

Odbijamy na Śnieżkę po krótkiej wizycie w Śląskim Domu

Na szczycie - widoki na morze chmur, inwersja jak się patrzy, wierzch chmur na około 
1200 wg mnie, wszystkie inne sudeckie pasma się pochowały pod pierzynką







Przy zejściu ze Śnieżuni przydały mi się kathule

Kandydat na pocztówkę

Zmierzamy sobie "nienerwowo" do Łąkowej Chaty

Tyczki czekają na śnieg

Czechów w schronisku sporo, wielu z kejtrami a niewielu z dzieciakami - to taki signum temporis chyba...
Zamawiam polotmavego leżaka z najwyżej położonego browaru w Czechach, menel folguje swojemu nałogowi pijąc dziwaczny brązowy napój ziołowy o nazwie Cynfolia (czy jakoś tak 😁).
Dalej standardowo podążyliśmy głównym grzbietem z postojem na zupę i bee-gees w Odrodzeniu, w międzyczasie pogoda klękła i zapadła ciemność. W zacinającym marznącym deszczu docieramy do wiaty na Czarnej Przełęczy, gdzie spędzamy nockę.
 


Rano cały czas w takiej aurze schodzimy na drugie śniadanie do schroniska Pod Łabskim Szczytem

Imprezę kończymy w Szklarskiej na pks.