2007, sierpień
Nie pamiętam kiedy padł pomysł, ale tym razem w Tatry jedziemy na Słowację.
Zebrało się czterech łapserdaków.
Przez Zakopane, Chochołów, Trstenę docieramy w końcu na popołudnie na Białą Skałę. Zmierzamy w kierunku Siwego Wierchu.
W podejściu kilka razy trzeba się pomęczyć, szczególnie z pełnymi plecakami.
No i wreszcie szczyt Sivy vrch /1805/:
Otwiera się widok na dalszy ciąg grzbietu
Ale cienie już się wydłużają i niedługo w dolinie zrobi się zimno.
Schodzimy na Sedlo Palenica i dalej do Doliny Bobrowieckiej. Tu kimamy nieopodal stawków.
Rano słońce wygania powoli cienie z chłodnych dolin
Pierwszy cel na dziś to powrót do grani i podejście na Palenicę.
Na Palenicę /1753/ wejść łatwo :-)

Brestova /1903/

Dalej szlak wiedzie na Salatin /2048/
Przejście przez Skrzyniarki
Wyprowadza nas na Spaloną i Pachołę /2167/
Jeszcze przeskok przez przełęcz, chwila wspinaczki i osiągamy Banikov (Banówka) /2178/.
To jest najwyższy szczyt tego odcinka, więc można się chwilę uradować:
Teraz przychodzi czas na najtrudniejszy odcinek - eksponowane zejście z Banówki i dalej przejście przez Trzy Kopy.
Z oddali wołają już na nas Rohacze.
A za nami zostają potężne Banówka i Pachoła:
Najciekawsze fragmenty perci
Ciekawy szlak kończy się zejściem na Smutną Przełęcz. Tu nadchodzi czas na decyzję - idziemy dalej, czy schodzimy do schroniska.
Ze względu na popołudniową porę i zmęczenie przebytą niełatwą choć ciekawą trasą - schodzimy do schroniska Żarskiego.
Nocujemy w chacie obok schroniska we własnych śpiworach oczywiście, na dechach. Były tam pewne ekscesy, które pominę milczeniem.
Rano nadal piękna pogoda:
Cięgnie już nas w góry, z powrotem na przełęcz Smutną
Z przełęczy rozpoczynamy podejście na Rohacz Płaczliwy.

Ze szczytu Rohacza Płaczliwego /2125/ widać już kolejnego Rohacza i graniczny Wołowiec.
W rosnącym słoneczku podchodzimy na Rohacza Ostrego /2088/.
Uff..
Widać stąd naszą przemierzoną krokami trasę - najciekawsze szczyty słowackiej grani Tatr Zachodnich
I Stawki Płaczliwe
Niestety na Koniu korkuje się wycieczka. Jest już sporo ludzi i jesteśmy na końcu kolejki, a z dołu wychodzą wciąż nowe osoby i wpychają się na łańcuch.
Wpadamy na niecodzienny pomysł: skoro mamy sporo czasu do końca dnia ale nie uśmiecha nam się bezsensowne czekanie na górze, zrobimy coś nietypowego...zwłaszcza, że mamy z sobą namiot :-)
Schodzimy zatem w stronę jednego ze Stawków Płaczliwych z Rohackiej Przełęczy.
Tu robimy sobie chwilę relaksu przy chłodnej wodzie.
Po pewnym czasie schodzimy do Doliny Jamnickiej - znów odpoczynek - i dalej na Kokawskie Ogrody.
To, co zeszliśmy musimy znów podejść...Taka banalna górska prawda.
Po kilkuset metrach podejścia znajdujemy się na wieczór w pobliżu Jamnickich Stawków.
tutaj koło Wyżniego rozkładamy karimaty i przykrywamy się płachta namiotową jak kołdrą.
Zasypiamy patrząc w rozgwieżdżone niebo.
Ten brak frasobliwości przypłacamy o świcie, kiedy na tej wysokości (1839) zaczyna się skraplać poranna rosa i mgła zamienia się w drobną mżawkę.
Szybko ewakuujemy się aby pójść w górę na przełęcz.
A już na Wołowcu /2063/ dopada nas mgła na całego.
Dopiero po dłuższej chwili zaczyna przebijać się poranne słońce
i wyłaniają się widoki i kotłująca się mgła a może chmury? Jak zwał tak zwał
Żegnamy się z grzbietem i schodzimy na polska stronę, do Doliny Chochołowskiej Wyżniej.

Koniec wycieczki w Dolinie Chochołowskiej.
(większość fot dzięki uprzejmości Piotra)