Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ornak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ornak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 listopada 2013

Zlot nr XI - Schronisko na Ornaku

Tatry

2013, listopad



Wyjazd z chaty odbył się w mocnej poznańskiej ekipie.
Moją hondziną jedziemy przez Polskę aż do smutnego Zakopa. 
Auto zostawiamy na parkingu przed Doliną Strążyska. 


Oczywiście idziemy sobie luzacko doliną, 
waruneczek trochę niżowy więc widoki słabe. Na końcu doliny mały postój, lekkie problemy z rozłożeniem zamarzniętych kijków 😄
Idziemy teraz stromiej pod górę na Przełęcz w Grzybowcu. To odcinek, który zawsze na początek daje do myślenia 😄
Następnie zejście do Doliny Małej Łąki i znów podejście na Przysłop Miętusi.


Ponieważ zlot ma być w Schronisku "Ornak" czeka nas jeszcze tylko zejście do Doliny Kościeliskiej i spacer do schroniska.
W schronisku zbiera się już powoli ekipa forumowa w ilości kilkunastu osób. Nic, tylko zacząć "przedzlot".
Śpimy z mhu w suszarni, ale rano posłusznie płacimy za glebę.

Plany wycieczkowe były wielkie, jednak pogoda nas nie rozpieszcza.  Postanawiamy całą grupą wyjść chociaż na Przełęcz Iwaniacką i spróbować wyjść na grzbiet Ornaku a następnie zobaczyć, co się uda zrobić dalej.
Na przełęczy Marek robi krótki pokaz wiedzy antylawinowej.



(fot. Ronc)
Jak widać, w strojach dominuje czerwień 😄 ale ja twardo w starym Stormy Passie w kolorze morskim 😁.
Po pogaduszkach wychodzimy przez las zielonym szlakiem w stronę grzbietu.
Po wyjściu z lasu atakuje nas nasilający się wiatr, napieramy stokiem i wychodzimy w rejon tego najbardziej stromego odcinka.
Kto ma gogle, ten zakłada, ale ja w podwójnych szkłach po chwili już i tak nic nie widzę 😄
(fot. Ronc)
(fot. Ronc)
Walczymy grupowo i wychodzimy w końcu na bardziej płaski teren w rejonie Suchego Wierchu Ornaczańskiego. Tutaj już wichura jest tak silna, że nawet nie da się wyjąć aparatu. Zarządzamy wycof i schodzimy na przełęcz, gdzie tak nie duje.

Z tego co pamiętam, część ekipy która nie podchodziła, poszła jeszcze zrobić pętlę przez Chochołowską i Ścieżką Nad Reglami.
A zlocik tymczasem toczy się przy różnych napojach. Tu jeden ze stoliczków.
Potem w większym składzie przenieśliśmy się na pięterko. Doszło tam do jakiejś scysji z kimś opuszczającym "kącik zabawowy" - że niby za szybko usiedliśmy czy co?
No nieważne. W każdym razie impreza trwała i było wesoło. 
Tym razem kimaliśmy na podłodze w sali na piętrze.

No i nadchodzi niedziela czyli czas pożegnań.
Pogoda nadal słaba, więc nie tak żal wyjeżdżać.
Musimy wrócić do auta. Najprościej byłoby zejść do Kir i podjechać busem.
Tu ostatnie grupowe foto:
(fot. Ronc)

My schodząc doliną podejmujemy jednak decyzję o pieszym powrocie.
Nasza grupka po pożegnaniu skręca na Ścieżkę nad Reglami i wracamy na Przysłop Miętusi.
(fot. Ronc)


Żeby się tak całkiem nie cofać tą samą drogą, schodzimy tym razem Doliną Małej Łąki do Drogi pod Reglami i nią wracamy do wylotu Doliny Strążyska.

To był jeden  z fajniejszych zlotów, nie tylko pod względem towarzyskim ale i górskim. Relacja w n.p.m.:


niedziela, 17 października 2010

Tatry samotnie

Tatry


2010, październik



To był zwariowany wyjazd, który miał być najpierw we dwóch a potem zrobił się solowy.
Już nie pamiętam, czemu się tak uparłem, przeważnie nie jadę w Tatry samemu a na dodatek nie mam fotek z wyjazdu ani za dobrze nie pamiętam trasy :-) ale na pewno taki wyjazd i marsz się odbył.
Na początek zjawiłem się po południu w Chochołowskiej, zakotwiczyłem się w kuchni turystycznej, jadłem  i popijałem na odwagę :-). Kiedy zaczął zapadać zmrok, wyszedłem na szlak na Grzesia. Kiedy wyszedłem ponad granicę lasu, zacząłem się rozglądać za miejscem na rozłożenie płachty. To miał być jej test. Walnąłem się gdzieś na śniegu między kosówką, wrzuciłem do płachty śpiwór i zasnąłem. W nocy zjeżdżałem coraz niżej, bo spałem na pochyłości 😄 

Rano płachta biwakowa była od zewnątrz zaszroniona a od środka...też :-) ze względu na wysoką kondensację pary wodnej i mróz. Co gorsza również śpiwór puchowy był przez to wilgotny. 
Płachta weszła do mojego arsenału, ale jej zastosowania uważam za bardzo ograniczone i mając obecnie lekki ale przestronny namiot nie widzę problemy w noszeniu go zamiast płachty. 

Ranek był ładny i poszedłem trochę podsuszyć śpiwór i płachtę na grzbiet. Rozłożyłem sprzęt na kosówce wystawiony na słoneczko  i zjadłem w tym czasie śniadanie.

Potem to już była typowa rzec można standardowa wędrówka grzbietem - Rakoń, Wołowiec, Jarząbczy, Kończysty, Starorobociański i Ornakiem do Iwaniackiej Przełęczy. 
Na nocleg zatrzymałem się tym razem bez cudowania po kosodrzewinie - w schronisku, ale raczej nie spałem w pokoju, jak sobie przypominam :-)

Kolejny dzień to dzień powrotny. Pogoda była już słabsza, jeśli dobrze pamiętam, ale nie odmówiłem sobie przejścia Ścieżką nad Reglami. Przez Przysłop Miętusi i Przełęcz w Grzybowsku doszedłem do Doliny Strążyska i tam odwiedziłem jeszcze Siklawicę. 
Koniec wycieczki był powiązany z obiadem gdzieś w Zakopie, ale gdzie to dziś, te kilka latek później, nie pomnę.