Góry Bystrzyckie
2024, październik
Po latach współpracy przez neta udało mi się pojechać na Konwent organizowany przez Darka, Stworzyciela grupy wiatingowej na fb. Po prostu wstyd by mi było nie pojechać na to wydarzenie, po tylu próbach spotkania na żywo.
Wcześniej jednak odwiedziłem Jagodną podjeżdżając do schroniska. W ramach głupiej fanaberii poszedłem całkowicie dla sportu - bo nie dla widoków - na wieżę na tej zacnej górce. Lecz przy okazji postanowiłem odwiedzić Jagodną Północną, która jednak - jak się okazuje - jest szczytem wyższym o dobre kilka metrów.
Pogoda na wjeździe do Spalonej była po prostu makabryczna, jakby jakiś horror się zaczynał? Jechałem po serpentynach we mgle, coraz wyżej i wyżej. Po zostawieniu autka na przełęczy szybkie kroki skierowałem w górę, nie padało lecz było wilgno i grzybnie
Hehe znalazłem tabliczkę
Jeszcze z kilometr przez las i mokre trawy i już można podziwiać piękne widoki z wieży na Jagodnej:
Po błyskawicznym zejściu na przełęcz dałem się nakarmić ogórkową w schronisku i pojechałem na zlot.
Było jeszcze mroczniej i oczywiście się zgubiłem, podążając w złą odnogę, na szczęście udało mi się zawrócić i dojechać na miejsce do Zacisza.
Późnym popołudniem byłem w kuchni, było coraz ekskluzywniej
(fot. Darek)
Tutaj już cały wieczór padało, nie chciałem przeto rozkładać mojego namiotu i zamiast tego wolałem spać w aucie.
Ale jak zobaczyłem przybywających kolejnych uczestników mimo niepogody rozbijających się na terenie, też nabrałem ponownej ochoty na biwak. Tymczasem wizja lokalna objawiła mi przybytek pozwalający na podtrzymanie najlepszych tradycji wiatingu i to bez zbędnego wysiłku:
Po prostu
jurta Czyngis-Chana
 |
Nocna iluminacja |
W sobotę były wydarzenia planowe, przyznam, że nie we wszystkich brałem udział.
Podobało mi się rozpalanie ognia za pomocą cukinii i martwej myszy. A może coś pomyliłem.
(fot. Alicja)
(fot. Alicja)
Po takich trudnych zadaniach nadszedł czas na posiłek w postaci grochówy prosto z kociołka!
(fot.?)
(fot.?)
Dużo pogaduszek z ciekawymi ludźmi przy napojach rozmownych trwało do późnej nocy tak jak poprzednio. Tyle, że tego wieczora już nie padało.

(fot. Darek)
W niedzielę czas mijał równie szybko na różnych aktywnościach, dałem się wkręcić w chińską gimnastykę co mi się zresztą spodobało.
(fot. Alicja)
(fot. Alicja)
Na obiad tym razem był kapuśniak z kotła, wielkie podziękowania należą się gospodarzowi Zacisza, Piotrowi. Pogoda robiła się coraz lepsza, cóż, kiedy ja musiałem już niestety wracać. W drodze powrotnej obserwowałem ze zgrozą powodziowe zniszczenia w dolinie Nysy Kłodzkiej.
Podsumowując, było bardzo warto się trochę przełamać i uczestniczyć w tym wydarzeniu.