Pieniny
2012, maj
Pierwszy dzień - 18 maja
Wycieczka zaczęła się dla mnie o trzeciej nad ranem przyjazdem Franka pod mój dom...
W czasie następnych trzech kwadransów zebraliśmy pozostałych dwóch uczestników i ruszyliśmy autostradą na Łódź. Droga przeminęła na szczęście bez wartych wzmianki historii ,za Częstochową zmienił mnie inny kierowca i koło 11 byliśmy na Snozce, pozostawiliśmy plecaki i dwóch "strażników" :), zjechaliśmy we dwóch do Szczawnicy aby pozostawić auto i wróciliśmy busem na przełęcz. Koniecznie chciałem obejrzeć hasiorowskie "organy".
Na Snozce w bacówce baca ugniata paluchami oscypki :) Oczywiście dziabnęliśmy kawał sera na dobry początek i ruszyliśmy w kierunku właściwym.
Po wyjściu na grzbiecik zaraz zobaczyliśmy ,co dominować będzie w krajobrazie przez większość trasy.
W Czorsztynie Nadzamczu można jeszcze coś zjeść i wypić w Zajeździe pod Smrekami przed wejściem do PPN.
Ścieżka poprowadziła nas dalej przez grzbiet Majerza/689/.
Pogoda była słoneczna, niespiesznie wędrowaliśmy przez główny grzbiet , po drodze posilając się na Macelaku/857/ i podziwiając widoki na Tatry.
Na przełęczy Szopka/779/ spotkaliśmy grupki turystów, ogólnie nie było jednak wielkiego oblężenia.
Przy wejściu na Okrąglicę/982/ zostaliśmy wykasowani po 4 zyla, mimo moich prób wzbudzenia w kasjerce litości :)
Oczywiście klasyka z Trzech Koron:
Dalej poszliśmy sobie niebieskim przez Zamek Pieniny i zamykając żółtym pętelkę na Szopce.
Parkowe klimaty na Polanie Wyrobek:
Po drodze Frankowi rozpadły się dziesięcioletnie buty i musiał iść w jakichś zapasowych adikach.
Zeszliśmy wąwozem na dół już prosto do tzw schroniska.
W "Trzech Koronach" impreza na całego , przyjechała autokarem jakaś wycieczka zakładowa. Wiatę z ogniskiem zajęli, kapelę sprowadzili i hulaj dusza 😄
Ale kiedy wyjąłem z plecaka beczkę DABa , chłopakom rozweseliły się gęby :)
Wieczór spędziliśmy nad Dunajcem skromnie przy jednej puszce piwa na czterech :)

Drugi dzień - 19 maja
Poranny widok z okna na czwartym piętrze napawał wieelkim optymizmem
Pstryknęliśmy pamiątkową focinę i ruszyliśmy do kładki.
Z kładki oczywiście też klasyczne fotki z Trzema Koronami, flisakami, tratwami itd.
Przez Słowację poszliśmy szybkim krokiem nie zwracając uwagi na atrakcje , żeby się czasem nie rozleniwić już od samego rana :)
Czerwonym szlakiem dostaliśmy się na Sedlo Cerla
A Tatry cały czas przykuwały naszą uwagę na południowym zachodzie.
Poprzez wierzchołek Plaśnej /889/ wydostaliśmy się na grzbiet , dalej zrobiło się po prostu cudownie.
Wędrówka tym odcinkiem grzbietu oferuje niezapomniane widoki na wszystkie strony świata na kilka pasm górskich.
Na Przełęczy Lesnickiej rządzi Petr z tamtejszego sklepiku, świetnie mówi po polsku i jest bardzo towarzyski.
My podążylismy dalej na dół do Velkiego Lipnika, wiedzeni pragnieniem wypicia dobrego piwa oraz głodem (ja osobiście miałem smaka na tradycyjną czesnokovą polevkę)
Niestety, 150 metrów niżej w Lipniku okazało się, że są tam tylko knajpy piwne. Ale i tak było całkiem miło ;)
Zbieramy na pivo:
Wróciliśmy z powrotem na przełęcz po drodze spotykając wprost na ścieżce taką oto groźną koleżankę, która na mój widok zaczęła syczeć :
Po zgrzaniu sobie zupek z własnych zapasów na przełęczy Lesnickiej podążyliśmy dalej pod górę żółtym w stronę Wysokiego Wierchu:
Na Wysokim Wierchu/899/ niestety przejeżdżała hołota na crossach, to jakaś współczesna zaraza.
Widok na Przehybę:
Gdzieś tam podążał w tym momencie Ronc, z którym nawiązałem łączność via tel.kom. :)
Dalej grzbietem podążyliśmy w stronę Durbaszki zostawiajac z tyłu Lubań:
Ośrodek Pod Durbaszką powitał nas gościnnie żurkiem i fasolką po bretońsku, porcje słusznych rozmiarów. Wieczór spędziliśmy we wiacie przy ognisku, napojach i giętej wspólnie z uczestnikami kursu przewodnickiego.
Trzeci dzień - 20 maja
Pogoda zapowiadała się od samego rana jeszcze bardziej upalna , wysmarowałem się 50tką i poszliśmy na grzbiet główny w stronę Durbaszki .
Widok z Durbaszki - Babia Góra daleko za Pieninami się wyłania:
Ścieżka graniczna poprowadziła nas dalej na Wysoką/1050/, po drodze mijaliśmy uczestników kursu przewodnickiego , jak borykali sie z różnymi zadaniami bojowymi np atak kolki u wycieczkowicza itd :D
Widok na Tatry znów powala:
Z Wysokiej ścieżka biegnie dalej przez cudny krajobrazik:
Wysoka zostaje z tyłu:
Robimy przerwę na rojbrowanie, starzy też muszą czasem pohasać:
Po kilkuset metrach spotkaliśmy ...Ronca z Kaśką:
Miło było się znów zobaczyć ,szkoda , ze tak krótko :)
Po dojściu do przelęczy Rozdziela skręciliśmy w lewo na szlak żółty
I przez Białą Wodę zeszliśmy do Jaworek.
Wycieczkę zakończylismy sutym obiadkiem w Bacówce.Ceny : przystępne. Pychota : najpierw kapuśniara a potem placek po bacowsku z gulaszem jagnięcym :
O trzeciej wsiedliśmy do autka i udaliśmy się w podróż powrotną do Poznania.
Panoramy się zrobiło więc wrzucam też:
W stronę Tatr:

W stronę Gorców i Beskidu Sądeckiego:

owce na hali be-be pod Wysokim Wierchem:
rzadki motyl się nam trafił , jak mnie potem uświadomiła moja córka, był to mianowicie Paź Żeglarz:

Widok z Wysokiej na wschód zdaje się, że widać za Jaworzyną Krynicką również Beskid Niski a także jakieś fragment Bieszczadów..

Widok spod szczytu Wysokiej na dalszą trasę w stronę Rozdziela
