poniedziałek, 29 grudnia 2025

Goło-leć

 Góry Izerskie


2025, grudzień


Zgadaliśmy się z Mhu na wspólne wiatowanko. Miało być w Jesenikach, lecz ze względu na straszenie nas prognozami niepogody, wybraliśmy wariant pi-kej-pi. Miała być gołoleć na drogach w Sudetach, no to przyjechaliśmy takim luksusowym pojazdem z wagonami, bo nie lubimy goło latać.

29 XII W Świeradowie-Zdroju poszliśmy na mały zakup do biedy, potem kawusia w romantycznej kawiarence jak lubimy ;-) wreszcie ruszyliśmy klasycznie szlakiem na górę. Gdzieś tam po drodze pogaduchy o różnych sprawach, ja rozluźniony, wyszliśmy za Czeszkę...i tu nagle jak nie gruchnę na ziemię! To znaczy raczej na lód. Aż się ludziska zasromali. Pozbierałem się i idę dalej. Dalsze podejście minęło bez większych tragedii. Wyleźli my na grzbiet a tu narciarze udają, że jeżdżą:

Schronisko na Stogu

Miałem o tym schronisku od lat dobre zdanie, szczególnie po ostatnim Zlocie npm

https://mojasciezkawgory.blogspot.com/2019/02/zlot-xviii2imowy-poszy-konie-po-betonie.html

Tym razem musiałem moją opinię zweryfikować in minus. Schronisko na stronie używa nazwy "Schronisko PTTK" tymczasem nie respektuje regulaminu PTTK, wrzątek jest nie tylko płatny, ale wręcz nam odmówiono zalania chińskacza! Bo "Właściciel zabronił" jak odpowiedział nieprzyjemny barman. Właściciel czego? Mimo, że polubownie wzięliśmy po piwku, żeby nie byli stratni. No trudno, nie pierwszy to raz zraziłem się do współczesnych "schronisk" czyli raczej bufetów i hoteli, niż prawdziwych schronisk. Mając to wszystko w dupach, poszliśmy na szczyt Stogu Izerskiego /1107/. Dalej na Przełęcz Łącznik i zawracamy na wschód.

Szliśmy i szliśmy od czasu do czasu ślizgając się na podstępnych plamach lodu. Czasem też mignął ktoś idący w przeciwną stronę, robiący pętelkę ze Świeradowa-Zdroju. My tymczasem wyszliśmy na Polanę Izerską /965/. 


"Kuźwa, chińskacza mi nie zalali, walić ich!" skąpy Poznaniak się odezwał

 Robiliśmy dalej kilometry docierając w gęstniejącym mroku na Rozdroże pod Kopą.


Czuć prawdziwą zimę. Robi się mroźniej, gdy słońce zupełnie znika. 
Nagle, niespodziewanie, ponieważ zatraciliśmy poczucie miejsca i czasu, wyszliśmy na Rozdroże pod Cichą Równią. To nasz cel na dziś.
Rozłożyliśmy legowiska, pogotowaliśmy wodę (z lodu, który wyrąbał Mhu swoim scyzorykiem) na herbę i zupki. Szybko jednak zapadłem w "pościel". 
30 XII Noc minęła spokojnie, niestety musiałem raz się zmusić i wyjść na si. Mihu poradził sobie inaczej, ale to On musi o tym sam opowiedzieć ;-) Śmieci zamarzły jak i wszystko co było na wierzchu.
W nocy popadało około 15 cm śniegu.

Po miniśniadanku poszliśmy dziarsko do Jakuszyc. Po śniadanku w restauracji skierowaliśmy kroki na szlak zielony. Było bajecznie, pusto i zimowo do kwadratu.
Jedna z uczęszczanych przeze mnie dróg...droga wzdłuż Kamiennej 
Po drobnym wysiłku podeszliśmy na Owcze Skały /1041/, jest to jedna z fajniejszych grup skalnych w Karczkach z takimi skalnymi płetwami np 
Tu za jasno
Tu za ciemno
Tu normalnie
Mihu daje radę
Wyleźli my za Przedział na pole
Sprawdziłem GPS
więc poszliśmy na szagę ;-) Skierowaliśmy się tak mniej więcej po starym torze saneczkowym, który jednakże został straszliwie rozjeżdżony przez ciężki sprzęt leśny i w tej chwili przypomina raczej stary tor przeszkód. Po kolejnym piruecie wkurwiłem się na tyle, żeby w końcu wyjąć z plecaka raczki zalegające tam od piątku. I tak już szedłem do Schroniska Kamieńczyk.
Z przyjemnością zasiedliśmy w tym "schronisku" przy piwie i herbacie. Chyba nigdy tu nie przysiadłem, mimo wielokrotnego mijania tego przybytku dla turystów.
Było tłoczno i hałaśliwie, co pozostawało w kontraście do nocy spędzonej we wiacie. No cóż, to są właśnie te przyjemności, kiedy człowiek powraca choćby po dobie spędzonej w inny sposób niż zwykle. 
Po wizycie w Kamieńczyku już bez dalszej historii zeszliśmy do Szklarskiej i poszliśmy na stację kolejową. Niby nic a jak zwykle było fajnie. 


czwartek, 25 grudnia 2025

Spotkaj zimę w Zagórzu

 2025, grudzień


Góry Sowie + Góry Wałbrzyskie



Zima zadziwiała w tym roku niekonsekwencją. Po sporych śniegach na przełomie listopada i grudnia nastąpił okres posuchy. Do Zagórza Śląskiego jechaliśmy w ohydnej mżawce powoli zmieniającej się w deszcz ze śniegiem.

Jednak w nocy temperatura spadła i w miarę upływu czasu robiło się coraz bardziej zimowo...

24. grudnia powitał nas mrozem i lekkim śnieżkiem. Nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, wycieczka tego dnia była przeze mnie zaplanowana po okolicznych pagórach i okazała się mroźną zaprawą przed kolejnymi dniami.

Czarny szlak najpierw prowadził nas stokami Drewnicy by następnie wspiąć się na Kurzętnik.Stamtąd strome zejście doprowadziło nas nad Bystrzycę i na zaporę.


Dzięki przejściu po zaporze, znaleźliśmy się za Jeziorem Bystrzyckim. Następnie trzeba było podejść zalesionymi stokami na Lipiec /511/ , z którego można się rozejrzeć w stronę południową i wschodnią. 


Dolinką żółtym szlakiem wróciliśmy do brzegu jeziora.
Liczyłem, że może będzie czynna restauracja "Fregata", niestety już było nieczynne.
Brzegiem a dalej przez most wróciliśmy do hotelu.

Po świątecznym śniadaniu 25. grudnia pojechaliśmy w wyższe rejony. Było wyraźnie mroźniej a w miarę wznoszenia się na przełęcz chmury pozostawały niżej. Wreszcie przebiły się promienie słońca. zaczęliśmy z Przełęczy Walimskiej /755/ ścieżką przez Wroniec /822/ czyli tradycyjnym podejściem.


Po ponurym pierwszym dniu i wymagającym drugim było doprawdy bajkowo.



Sprawnie zameldowaliśmy się na Wielkiej Sowie /1015/. Na szczycie trwało jak zwykle wielkie psie zebranie, to jest taka "psia góra".

Zeszliśmy ścieżką pod wyciągiem, gdzie oczywiście wywinąłem Orła.
Widok z  hotelowego balkonu na wzgórze z Zamkiem Grodno:
Wieczorem mogłem się poczuć jak na wypadach z ekipą wiatingową. Kolację mieliśmy przygotowaną we wiacie, mimo bodaj -9-10 stopni na termometrze. Mi tam było w to graj, lecz większość gości nie zdecydowała się brać udziału w takiej imprezie. Do tego było ognicho a na ognichu kipiał kociołek z gulaszem! A wisienką na torcie był grzaniec, którego sobie nie żałowałem. Chociaż nie dorastałem do pięt jednemu "gościu", co nie odchodził w ogóle od termosu z grzańcem ;-)


Śniadanko 26. grudnia spędziliśmy w promieniach słońca wpadającego do jadalni. Dzień zapowiadał się rewelacyjny. Pojechaliśmy do Jedliny-Zdrój i poszliśmy szlakiem żółtym.



Dalej trawersem wokół Borowej
Jeszcze trochę stromizny na podejściu i witaliśmy się z wieżą. Borowa /853/. Daleko Śnieżka:
Góry Suche:

Wielka Sowa:
Pojawiły się również pieski, ale to nie ta ilość, co na Wielkiej Sowie. Zmarznięci zeszliśmy niżej do Rozdroża Ptasiego. Po drodze nadal podobne widoczki.


Zakończyliśmy zejściem dolinką do parkingu.

Trafiła się  pogoda zmienna lecz w kolejności od najgorszej do najlepszej, czyli tak jak być powinno. 
Na zakończenie ostatni widok na jezioro z innego pokoju:
Jak widać, tafla była już w większości skuta lodem.