2025, grudzień
Beskid Żywiecki
Z głupia frant zachciało mi się poznawać nowe twarze. W ostatniej chwili zdecydowałem się pojechać na coś w rodzaju zlotu. Do B.-B. jedzie bezpośredni pociąg z P-ń więc ułatwiło mi to decyzję.
Na dworcu oczekiwał na mnie pojazd z innymi uczestnikami pod dowództwem Ewy.
Ponieważ część ekipy była obładowana zapasami na wieczór, podjechaliśmy głęboko w dolinę na Skałkę. Stąd zaczęliśmy podejście czarnym szlaczkiem
W dolinie było znacznie zimniej niż po drodze w słońcu, brr
Po dotarciu na Halę Boraczą spotkaliśmy się z Dorotą, która jakby zawiaduje tym bałaganem znanym jako grupa ms.
Ja szybko zalogowałem się w pokoiku (dostałem miejsce w małej trójce) i poszedłem przejść się na Dadoki w poszukiwaniu punktu widokowego.
Po powrocie do schroniska stwierdziłem, że zebrała się już spora grupa zlotowiczów +40 i +50 i rozpalono ognisko. (Foto z rana)
Po powrocie do schroniska stwierdziłem, że zebrała się już spora grupa zlotowiczów +40 i +50 i rozpalono ognisko. (Foto z rana)
Pojawiły się wiktuały na stołach i w to pokaźne towarzystwo wdał się lekki chaos. Jedni robili już kiełbaski nad ogniem, inni poszli w słodkie...Mnie zaciekawiła grupka, która wyjęła jakieś trunki. Przyniosłem więc butelczynę ze swoich zapasów. Tempo było narzucone szybkie, bo jak się okazało - większość przybyszów wcale nie zamierzała zostać na noc w schronisku. Dlatego szybko pili, szybko jedli i szybko mówili. A potem zniknęli. Nie wiem jak gdzie i kiedy.
W tak zwanym międzyczasie wzmocniłem się kilkoma kiełbaskami podgrzanymi na ognichu. Zrobiło się wyraźnie chłodno a i wiatr nie odpuszczał więc pozostałą grupką w liczbie około dziesiątki przeszliśmy do sali schroniska.
Tymczasem zabawa wcale nie zamierała, wręcz przeciwnie - teraz nabrała kolorów. Przemilczę już wszystkie wybryki, które miały miejsce. Wspomnę tylko o tańcach, w których brałem udział:
(fot. Lucy)
Oczywiście rej wśród kobiet wodził Pablo widoczny tutaj koło mnie. Dzięki jakości sprzętu foto Lucy nie muszę nawet pytać o pozwolenie, bo i tak nie widać rysów twarzy :-DPotem coś się jeszcze działo lecz ja już byłem zmęczony - w końcu wstałem o 4:30 - i poszedłem w kimkę.
Poranek obudził mnie mdłym światłem wpadającym przez okno. Większość grupy spała, wyczerpana ekscesami (w tym skrzynką piwa).
Śniadanie zjadłem w towarzystwie Leszka:
Po śniadaniu mnie już nosiło a reszta grupy podnosiła się do pionu. Poszedłem nieco wcześniej w trasę, postanawiając iść powoli i czekać w schroniskach. Gdzie się podział widok z poprzedniego dnia?Hala Redykalna oferuje zwykle piękny widok, lecz nie tym razem:
Grudzień w Beskidach na wysokości około 1200m npm, zgroza:
cóś tam się kotłuje
kierunek Hala Lipowska. Tutaj zasiadłem przy kawce. Nawet było miło lecz wkrótce mi się znudziło.
coś jakby śnieg
Na Hali Rysianka:
w schronisku się znów ogrzeję
psiuńcio schroniskowy mnie zaprosił:Coś tak jakby Babcia zaczęła się pokazywać...
W schronisku było jak to w schronisku w obecnych czasach. Że tak sobie poutyskuję jako stary dziad:
jest tłoczno, duszno i wydaje mi się, że drogo w stosunku do jakości (a często i ilości) bufetowych potraw. Dlatego coraz bardziej nie mam ochoty na schroniska. One również nie mają na mnie ochoty, windując ceny i wymagając rezerwacji na miesiące do przodu. (Chociaż Boracza mnie miło zaskoczyła - nie było źle.)
Czekałem bardzo długo na zlotowiczów, około dwóch godzin. Trochę przez nieporozumienie niejasno się umówiłem na powrót z doliny do Bielska-Białej i teraz niestety ponosiłem tego konsekwencje.
Wreszcie przyszedł czas na wymarsz ze schroniska w nowym składzie: Lucy, Marcin, Leszek i ja. Na popołudnie pogoda się zmieniła i w fajnym świetle żegnaliśmy góry, nawet Tatry się pokazały:
Wreszcie przyszedł czas na wymarsz ze schroniska w nowym składzie: Lucy, Marcin, Leszek i ja. Na popołudnie pogoda się zmieniła i w fajnym świetle żegnaliśmy góry, nawet Tatry się pokazały:
Skrzyczne

Koniec gapienia się! Idziemy, idziemy, bo mi pociąg odjedzie!
Przełęcz Pawlusia - człowiek z reklamówką z memów o górach
Tu już było ciemnawo ale jeszcze wodospad widać
W szybkich abcugach zszedłem do doliny Żabnicy i na parking, gdzie znowu czekałem około pół godziny. Ponoć Leszkowi udało się wypaść ze szlaku, że też tego nie widziałem! Na szczęście Marcin ulitował się nade mną i swoim wozem bojowym lawirując pomiędzy innymi pojazdami dowiózł mnie na dworzec Bielsko Biała Główna w sam czas. I pociąg ruszył.
A tu widok w stronę czeską, Lysa Hora nad chmurami
Jeszcze na zejściu uchwyciłem takie płonące góry (Romanka)Tu już było ciemnawo ale jeszcze wodospad widać
W szybkich abcugach zszedłem do doliny Żabnicy i na parking, gdzie znowu czekałem około pół godziny. Ponoć Leszkowi udało się wypaść ze szlaku, że też tego nie widziałem! Na szczęście Marcin ulitował się nade mną i swoim wozem bojowym lawirując pomiędzy innymi pojazdami dowiózł mnie na dworzec Bielsko Biała Główna w sam czas. I pociąg ruszył.
Podsumowania brak, zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Ale cieszyłem się z wypadu.




























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz