poniedziałek, 6 stycznia 2014

Żaltman i Sudeccy Trzej Królowie (Krulowie)


Jestřebí Hory+Wzgórza Lewińskie+Góry Bystrzyckie


2014, styczeń



Po kilku perturbacjach związanych z wyborem kierunku wyjazdu , w końcu menel postawił sprawę na ostrzu noża i musiałem się zgodzić na Sudety 😌 Postanowiłem trochę rozszerzyć moja znajomość czeskiej strony po Broumovskich, Rychorach itd zacząć z worka Okrzeszyna ale pójść tym razem w inną stronę.

Wycieczka zaczęła się dla mnie o 21.16 , dojechałem do Wro o północy a pks miałem dopiero o ...4.20. Spędziłem czarujące chwile (3h) we "Wro by night" w Mac Donalds na rynku. Pks był punktualny i o 6.20 byłem w Kamiennej Górze.Tu jeszcze 1,5 h czekania na autobus (brrrr-rrr) i ok. wpół do dziewiątej byłem już w Okrzeszynie. Nareszcie mogłem zacząć iść i się rozgrzać. Przekroczyłem granicę i znalazłem się we wsi Petrzikowice


odszukałem zielony szlak i ruszyłem nim pod górę. Na początek z doliny trzeba podejść jakieś 200m, mija się takie fajne skałki po lewej. 


Droga była mało zachęcająca a już na pewno nie zimowa 




Miejscóweczka na zimę - jakaś chatka już na grzbiecie 

Nie wiem , czy to naturalne formacje skalne , czy usypana bariera :


Im było później , tym bardziej malały szanse na widoczki z wieży, niestety 

Wędrowałem sobie dalej grzbiecikiem Jestrzebich Hor, mgła - cóż, narastała 

W pewnym momencie mijam Bunkr Slavětín pomalowany w barwne plamy. Pol kolejnych dwóch kilometrach doszedłem w końcu do schroniska Jestřebí bouda


Schronisko jest bardzo sympatyczne i jak na czeskie warunki tanie (200kc za noc), zapewne wrócę tam by zobaczyć jakieś widoczki z Zaltmana. W schronisku zjadłem liche kiełbaski z przepysznym chlebem, popiłem herbatkami i poszedłem dalej w mokrą mgłę.

Po krótkim czasie dociera się do Žaltmana (740m npm), najwyższego szczytu w Jestrzebich Horach.Mogę podziwiać tylko wieżę , widoków brak.


Na rozstajach poniżej szczytu znajduję piękną wiatę z paleniskiem 


Czesi robią sobie tam właśnie kiełbaski z grilla, ja się tylko zatrzymuję na moment i ruszam dalej. Po drodze jest jeszcze jedna miejscówka na spanko 

Po kilku kilometrach wyszedłem z lasu na otwartą przestrzeń, jest tam więzienie Odolov przy dawnej kopalni. 
Nareszcie pojawiają się promyki słońca, rychło w czas. Ale Žaltmana nie widać, cały czas jest w chmurze 

Za Odolovem porzucam zielony szlak i idę czerwonym. 






W oddali pojawiają się Góry Orlickie: 

Ogólnie cały czas idzie się wśród schronów,  więc ich już nie fociłem, ale temu się coś przydarzyło - chyba oberwał z solidnego kalibru bo przeprowadzano tu jakieś próby balistyczne


Tu z kolei widok w stronę Broumovskich Sten 


 Ten bunkier także padł ofiarą czegoś wybuchowego i powstała piękna koliba 

Ten też się rozpękł 

Potem zmieniam szlaki co kilka minut - zielony-żółty-niebieski-zielony-czerwony..:-) 
Podobał mi się początek i potem kiedy się idzie bardziej polami niż lasem. Nie wiadomo czemu Czesi prowadzą hrebenowkę wcale nie grzbietem, tylko gdzieś bokami, trawersami. Potem też ta plątanina szlaków...No ale warto się przejść i tak i jeszcze wrócę, żeby zobaczyć widok z wieży, górę Turov.
W końcu po kilku kilometrach wychodzę na stok nad miasteczkiem Hronov 

W miasteczku trochę odpoczywam w parku a potem udaję się na obiad w postaci fasolowej , piwa i pasterskiego syra. 

Główny plac , ryneczek w Hronovie 

Potem zaczyna się ściemniać , więc wychodzę ponad Hronov w poszukiwaniu miejsca na namiot. Poszedłem w stronę Zlicka czerwonym , po drodze Kříž pod Vršemi. 


Przeszedłem już bez mała 30 km, należy się odpoczyn ... 
Po rozbiciu się na skraju pola i lasu idę w kimę , przyświeca mi znany gwiazdozbiór


Noc minęła mi spokojnie , spałem jak dziecko kilkanaście godzin


A teraz nowy dzień, może będzie ładniejszy.
Już po śniadaniu , wszystko zwinięte , można ruszać 


Dziś w planie rendez vous w Kudowie-Zdroju przed dwunastą ,więc muszę się spieszyć.
Przez Zlicko-Zavrchy zmierzam w stronę granicy i Pstrążnej.
Masyw Błędnych Skał od południowego zachodu: 





A to już Pstrążna. Stamtąd poszedłem zielonym szlakiem  do Czermnej.


Napotykam pierwszą porządną wodę , ugasiłem pragnienie ,obmyłem słone czoło

Przechodzę przez Czermną i zamiast dołem w sumie niepotrzebnie lezę górą przez Górę Parkową ,za to mogę sobie obejrzeć Altanę Miłości



To miejsce nadaje się na nockę z widokiem!
W rejonie Pijalni i Parku Zdrojowego w Kudowie-Zdroju nawiązuję kontakt telefoniczny z nadciągającymi posiłkami w postaci Franka i Menela. 

W końcu nasze drogi schodzą się w restauracji "Zodiak" gdzie zjadamy pyszne mielone. Stamtąd ruszamy już we trójkę - do czerwonego szlaku przez Słoneczne Wzgórze a potem przez Wzgórza Włodzickie w kierunku Dusznik-Zdroju (przez Jerzykowice na Dańczów), ja lekko przerażony, bo nogi mam obolałe od wczoraj a już tego dnia przeszedłem ze 12 km a koledzy znani są z "chodów". 

Na szczęście kolo dworca jest sklepik spożywczak, w którym można nabyć gięte kichy na ognicho i inne pyszności.

"W Dańczowie znajduje się dzwonnica sygnalizacyjna z połowy XIX w. Jedna z kilku zachowanych, jest przykładem regionalnego budownictwa ludowego, który jest charakterystyczny dla tego regionu."

Towarzyszy nam przez chwilę śmieszny pies

"Sztuczne ułatwienia" na szlaku a raczej utrudnienia



My tymczasem idziemy w kierunku Gomoły na noclegowy biwaczek.
Szlak przewija się wzgórzami i doprowadza nas na Grodczyn /803/ , najwyższy szczyt Wzgórz Lewińskich.
Trzy "krule" na Grodczynie: 



Po zejściu ze szczytu mijamy ruiny wapiennika i zaglądamy do jednego z dwóch gospodarstw, w celu uzupełnienia zapasu wody. 


Na szczyt docieramy przy świetle lampek.  Rozbijamy namioty a następnie rozpalamy ognisko.



Kicha z ognia smakuje wyśmienicie, nad nami coraz silniejszy wiatr wygina korony drzew.
W nocy wiało wg prognozy meteo około 90km/h. Wiatr kładł mi namiot, ale najbardziej bałem się, że spadnie na nas jakiś słabszy bukowy konar.

5.01. Ruiny zamku Homole 






Nasza kuchnia czyli pozostałości wiaty. Robimy wspólne śniadanko, pakujemy graty.

Idziemy do Dusznik-Zdroju.

W Dusznikach wpadamy na kawkę, szarlotkę a menelski zamawia jeszcze wielkie naleśniki "Nemo", ponoć delicje.

A potem ciągniemy po tych frykasach stromym żółtym do Muflona.
Ponownie Trzy "Krule" 😄na platformie widokowej schroniska turystycznego "Pod Muflonem"


W schronisku dajemy sobie lanczyk, zupki i tak dalej, jest miło, chociaż mało widokowo.

Idziemy  jakimis ścieżkami leśnymi na Rozdroże Pod Błażkową a następnie podchodzimy na wydatny garb Rudnika i Wolarza /852/.





Zejscie z Wolarza podobnie strome jak zejście. Pozaszlakowo przebijamy się do rozdroża i dale przez las na Kamienną Górę /704/ ponad Polanicą. Tu niestety Fransua nas opuszcza idąc na wieczorny pociąg, a my rozbijamy namioty w układzie "tandem"  😄

Jeszcze wieczorny widoczek Polanicy i można iść spać po dietetycznej kolacji:

Dobranoc.
6.01.


Kamienna Góra /704/

Mój namiot z powyginanym stelażem po poprzedniej wichurze



Po spakowaniu się idziemy koło grobu Wredego a potem do żółtego szlaku, który prowadzi Drogą Stanisława (Wrede-Weg). Droga trawersuje kolejne zbocza, przede wszystkim najwyższej tu Łomnickiej Równi /897/. 







"Droga została zbudowana w latach 1933-34 przez Friedricha Wredego celem ułatwienia komunikacji między letniskami po których dzisiaj nie ma śladu.Długość Drogi Stanisława 6,5 km przy różnicy wzniesień 240 m. Obecna nazwa funkcjonuje od lat 60-tych ub. wieku."

Postój 
robimy  na łąkach Huty obok Fortu Wilhelma.


Schodzimy do dolinki, w której leży Zalesie. "Atrakcją w skali całej Ziemi Kłodzkiej jest miejscowy drewniany kościółek św. Anny. Wzniesiony on został w 1717 roku na wschodnim zboczu doliny jako kaplica przedpogrzebowa. Jego lekką bryłę na rzucie prostokąta nakrywa wysoki dach czterospadowy i strzelista sygnaturka. Korpus wykonano w konstrukcji zrębowej na podmurówce, okrywając monotonnym oszalowaniem."

https://dolny-slask.org.pl/516265,Zalesie,Kosciol_filialny_sw_Anny.html

W Starej Bystrzycy mamy po drodze sklepik a w nim Cyrankę (taką wodę alb oranżadę 😄)

(fot. menel)

Kończymy trasę w Bystrzycy Kłodzkiej. Orientacyjny przebieg całej wycieczki:

Zakończenie uczciliśmy w restauracji "Zielone Drzewo"  obiadem. 
Okazało się ,że lokal ten był pierwszym na Dolnym Śląsku zmienionym w ramach Rewolucji pani Magdy Gessler. 
Efekt uznaliśmy zgodnie za udany 😄

niedziela, 24 listopada 2013

Karkonosze w listopadzie też mogą być cudne

Karkonosze 


 2013, listopad 


22-24 XI
Spotkaliśmy się nietypowo tym razem w schronisku Nad Łomniczką , dokąd dotarliśmy wieczorem , menel około 21, ja około 24. Nockę spędziliśmy na glebie korzystając z uprzejmości gospodarzy. Pogoda miała być kiepska i nastawiliśmy się na zmoknięcie i/lub zmarznięcie.


Rano po śniadaniu (niestety kuchnia nie oferuje jajówy, skończyło się na jakiejś kiełbie grzanej) wychodzimy przed schronisko , pogoda mało zachęcająca. Jednak po kilkuset metrach rozpoczynają się prześwity w stronę Śnieżki

Im wyżej , tym zaczyna się robić coraz bardziej zaskakująco i ciekawie

Przekraczamy żleb coraz to podmarzającej Łomniczki


i zaczynamy się wbijać w zakosy. Nad głowami co i rusz ciekawe zjawiska: 
 


A nam w to graj, bo nastawieni byliśmy na deszcz , marznącą mżawkę lub śnieg....
Im bliżej grzbietu, tym lepiej

Aż w końcu stajemy ze słońcem twarzą w twarz!

Odbijamy na Śnieżkę po krótkiej wizycie w Śląskim Domu

Na szczycie - widoki na morze chmur, inwersja jak się patrzy, wierzch chmur na około 
1200 wg mnie, wszystkie inne sudeckie pasma się pochowały pod pierzynką







Przy zejściu ze Śnieżuni przydały mi się kathule

Kandydat na pocztówkę

Zmierzamy sobie "nienerwowo" do Łąkowej Chaty

Tyczki czekają na śnieg

Czechów w schronisku sporo, wielu z kejtrami a niewielu z dzieciakami - to taki signum temporis chyba...
Zamawiam polotmavego leżaka z najwyżej położonego browaru w Czechach, menel folguje swojemu nałogowi pijąc dziwaczny brązowy napój ziołowy o nazwie Cynfolia (czy jakoś tak 😁).
Dalej standardowo podążyliśmy głównym grzbietem z postojem na zupę i bee-gees w Odrodzeniu, w międzyczasie pogoda klękła i zapadła ciemność. W zacinającym marznącym deszczu docieramy do wiaty na Czarnej Przełęczy, gdzie spędzamy nockę.
 


Rano cały czas w takiej aurze schodzimy na drugie śniadanie do schroniska Pod Łabskim Szczytem

Imprezę kończymy w Szklarskiej na pks.

czwartek, 14 listopada 2013

Zlot nr XI - Schronisko na Ornaku

Tatry

2013, listopad



Wyjazd z chaty odbył się w mocnej poznańskiej ekipie.
Moją hondziną jedziemy przez Polskę aż do smutnego Zakopa. 
Auto zostawiamy na parkingu przed Doliną Strążyska. 


Oczywiście idziemy sobie luzacko doliną, 
waruneczek trochę niżowy więc widoki słabe. Na końcu doliny mały postój, lekkie problemy z rozłożeniem zamarzniętych kijków 😄
Idziemy teraz stromiej pod górę na Przełęcz w Grzybowcu. To odcinek, który zawsze na początek daje do myślenia 😄
Następnie zejście do Doliny Małej Łąki i znów podejście na Przysłop Miętusi.


Ponieważ zlot ma być w Schronisku "Ornak" czeka nas jeszcze tylko zejście do Doliny Kościeliskiej i spacer do schroniska.
W schronisku zbiera się już powoli ekipa forumowa w ilości kilkunastu osób. Nic, tylko zacząć "przedzlot".
Śpimy z mhu w suszarni, ale rano posłusznie płacimy za glebę.

Plany wycieczkowe były wielkie, jednak pogoda nas nie rozpieszcza.  Postanawiamy całą grupą wyjść chociaż na Przełęcz Iwaniacką i spróbować wyjść na grzbiet Ornaku a następnie zobaczyć, co się uda zrobić dalej.
Na przełęczy Marek robi krótki pokaz wiedzy antylawinowej.



(fot. Ronc)
Jak widać, w strojach dominuje czerwień 😄 ale ja twardo w starym Stormy Passie w kolorze morskim 😁.
Po pogaduszkach wychodzimy przez las zielonym szlakiem w stronę grzbietu.
Po wyjściu z lasu atakuje nas nasilający się wiatr, napieramy stokiem i wychodzimy w rejon tego najbardziej stromego odcinka.
Kto ma gogle, ten zakłada, ale ja w podwójnych szkłach po chwili już i tak nic nie widzę 😄
(fot. Ronc)
(fot. Ronc)
Walczymy grupowo i wychodzimy w końcu na bardziej płaski teren w rejonie Suchego Wierchu Ornaczańskiego. Tutaj już wichura jest tak silna, że nawet nie da się wyjąć aparatu. Zarządzamy wycof i schodzimy na przełęcz, gdzie tak nie duje.

Z tego co pamiętam, część ekipy która nie podchodziła, poszła jeszcze zrobić pętlę przez Chochołowską i Ścieżką Nad Reglami.
A zlocik tymczasem toczy się przy różnych napojach. Tu jeden ze stoliczków.
Potem w większym składzie przenieśliśmy się na pięterko. Doszło tam do jakiejś scysji z kimś opuszczającym "kącik zabawowy" - że niby za szybko usiedliśmy czy co?
No nieważne. W każdym razie impreza trwała i było wesoło. 
Tym razem kimaliśmy na podłodze w sali na piętrze.

No i nadchodzi niedziela czyli czas pożegnań.
Pogoda nadal słaba, więc nie tak żal wyjeżdżać.
Musimy wrócić do auta. Najprościej byłoby zejść do Kir i podjechać busem.
Tu ostatnie grupowe foto:
(fot. Ronc)

My schodząc doliną podejmujemy jednak decyzję o pieszym powrocie.
Nasza grupka po pożegnaniu skręca na Ścieżkę nad Reglami i wracamy na Przysłop Miętusi.
(fot. Ronc)


Żeby się tak całkiem nie cofać tą samą drogą, schodzimy tym razem Doliną Małej Łąki do Drogi pod Reglami i nią wracamy do wylotu Doliny Strążyska.

To był jeden  z fajniejszych zlotów, nie tylko pod względem towarzyskim ale i górskim. Relacja w n.p.m.: