niedziela, 9 września 2007

Olimp. Mitikas.

Masyw Olimpu


2007, wrzesień



Ze względu na wakacyjny wyjazd rodzinny znaleźliśmy się nad brzegiem Morza Egejskiego.
Wycieczkę wspólnie z Panem Malinowskim rozpoczęliśmy może nietypowo dla innych turystów, ponieważ zaczęliśmy podejście już z poziomu morza, niemalże z plaży, szosą ok. 8 km do wylotu wąwozu Enipeas.
Masyw Olimpu widziany całościowo
Wąwóz rozpoczyna się  ponad miejscowością Litochoro na wysokości około 400 m npm. 
Szlak E4 nie prowadzi bezpośrednio dnem wąwozu, lecz wspina się na kolejne ostrogi skalne, by następnie opaść do poziomu potoku. 
Tu dość dobrze widać przebieg tej głównej części trasy tam i z powrotem (na stronie dobry opis po angielsku):
(fot: http://uneventenor.com/how-to-climb-mount-olympus-greece)
Wąwóz coraz głębiej wrzyna się w masyw.

Zabawa w podchodzenie i schodzenie powtarza się wielokrotnie na kilkunastokilometrowej długości wąwozu, kilkakrotnie również przekraczaliśmy potok, by w końcu po pięciu godzinach marszu osiągnąć wysokość 1100 m npm w miejscu zwanym Prionia
Do tego miejsca prowadzi szosa, którą mogą dojechać posiadacze samochodów, stąd panuje tu spory ruch - turyści piesi, wycieczki organizowane, turyści krótkodystansowi wszyscy tutaj się mieszają. Jest tu również knajpa, w której można zjeść.

Stąd szlak E4 prowadzi dalej jeszcze ok. 3 godzinki, stale pod górę 1000 m do Refuge "A" S. Akapitos położonego na wysokości 2100 m npm. 
W schronisku tym zdecydowaliśmy się spędzić noc ze względu na niepewną pogodę, jak się okazało słusznie, ponieważ w nocy obudził mnie huk piorunów ciskanych przez Gromowładnego i lekki szum deszczyku. 

Poranek koło schroniska, widok na grań 
Szybciutko z rańca ruszyliśmy na pośredni wierzchołek zwany Skala /2866/, oddalony o kilka km i 750 metrów w pionie. 
Patrząc w drugą stronę widać stąd główny cel, czyli wierzchołek
Następnie zeszliśmy dosyć ostro na odcinek poniżej grani pomiędzy Skalą a Mitikasem 
Rzut oka wstecz

i po pokonaniu kilku eksponowanych miejsc oraz stromych skał
wydostaliśmy się ostatecznie na główny szczyt: 
Mitikas /2918m npm/
Widok w stronę trudniej dostępnego aczkolwiek niższego wierzchołka Stefani /2909/
Zejście na drugą stronę żlebem Louka było niezwykle strome, na dodatek jest tu sporo ruchomych kamieni. Nazywa się to Kaki Skala (Schody Nieszczęścia) i trzeba naprawdę uważać. Może lepszym pomysłem byłoby tędy podchodzić aby zejść na drugą stronę?
Skalistym żlebem opuszczamy się około 200 metrów, gdzie przebiega ścieżka. 
Trawers zbocza między ścianą Olimpu a kotłem poniżej



doprowadził nas do Refuge SEO (Y. Apostolidis) na wys. 2720m , gdzie walnęliśmy sobie po puszkowym zimnym Amstelu  😄. 

Dalej obieramy drogę na wschód, prowadzącą ścieżką, po której chadzają greccy "nosicze",  przez grzbiet Lemos i szczyt Skourta /2476/
A to greckie kozice, równie skoczne jak nasze tatrzańskie:  

Pojawiało się coraz więcej chmur 

Aż w końcu weszliśmy w mglisty las, jakby przeniesiony z Beskidów
przez który dotarliśmy w końcu do szosy w miejscu Gortsia. Jest tam parking, na którym część turystów zaczyna swoja przygodę z masywem Olimpu.
Schronisko Petrostrougka, które miało być na szlaku, było niestety nieczynne.
Poznany po drodze turysta z Czech zawiózł nas do Leptokarii, gdzie spuentowaliśmy naszą satysfakcjonującą traskę: 
Dzięki dla kompana za towarzystwo i wspólne dzielenie trudów wedrówki.