piątek, 17 sierpnia 2007

Zapadne Tatry stylem grzbietowym

Tatry 


2007, sierpień



Nie pamiętam kiedy padł pomysł, ale tym razem jedziemy na Słowację.

Zebrało się czterech łapserdaków.
Przez Zakopane, Chochołów, Trstenę docieramy w końcu na popołudnie na Białą Skałę. Zmierzamy w kierunku Siwego Wierchu.



  W podejściu kilka razy trzeba się pomęczyć, szczególnie z pełnymi plecakami.

No i wreszcie szczyt Sivy vrch /1805/:

Otwiera się widok na dalszy ciąg grzbietu



Ale cienie już się wydłużają i niedługo w dolinie zrobi się zimno.
 


Schodzimy na Sedlo Palenica i dalej do Doliny Bobrowieckiej. Tu kimamy nieopodal stawków.

Rano słońce wygania powoli cienie z chłodnych dolin


Perwszy cel na dziś to powrót do grani i podejście na Palenicę.

Na Palenicę /1753/ wejść łatwo :-)



Brestova /1903/


Dalej szlak wiedzie na Salatin /2048/


Przejście przez Skrzyniarki

Wyprowadza nas na Spaloną i Pachołę /2167/



Jeszcze przeskok przez przełęcz, chwila wspinaczki i osiągamy Banikov (Banówka) /2178/. 
To jest najwyższy szczyt tego odcinka, więc można się chwilę uradować:




Teraz przychodzi czas na najtrudniejszy odcinek - eksponowane zejście z Banówki i dalej przejście przez Trzy Kopy.

Z oddali wołają już na nas Rohacze.

A za nami zostają potężne Banówka i Pachoła:

Najciekawsze fragmenty perci





Ciekawy szlak kończy się zejściem na Smutną Przełęcz. Tu nadchodzi czas na decyzję - idziemy dalej, czy schodzimy do schroniska. 
Ze względu na popołudniową porę i zmęczenie przebytą niełatwą choć ciekawą trasą - schodzimy do schroniska Żarskiego.

Nocujemy w chacie obok schroniska we własnych śpiworach oczywiście, na dechach.
Rano nadal piękna pogoda:


Cięgnie już nas w góry, z powrotem na przełęcz Smutną



Z przełęczy rozpoczynamy podejście na Rohacz Płaczliwy.



Ze szczytu Rohacza Płaczliwego /2125/ widać już kolejnego Rohacza i graniczny Wołowiec.

W rosnącym słoneczku podchodzimy na Rohacza Ostrego /2088/.

Uff..

Widać stąd naszą przemierzoną krokami trasę - najciekawsze szczyty słowackiej grani Tatr Zachodnich

I Stawki Płaczliwe

Niestety na Koniu korkuje się wycieczka. Jest już sporo ludzi i jesteśmy na końcu kolejki, a z dołu wychodzą wciąż nowe osoby i wpychają się na łańcuch.

Wpadamy na niecodzienny pomysł: skoro mamy sporo czasu do końca dnia ale nie uśmiecha nam się bezsensowne czekanie na górze, zrobimy coś nietypowego...zwłaszcza, że mamy z sobą namiot :-)
Schodzimy zatem w stronę jednego ze Stawków Płaczliwych z Rohackiej Przełęczy.
Tu robimy sobie chwilę relaksu przy chłodnej wodzie. 
Po pewnym czasie schodzimy do Doliny Jamnickiej - znów odpoczynek - i dalej na Kokawskie Ogrody.

To, co zeszliśmy musimy znów podejść...Taka banalna górska prawda.
Po kilkuset metrach podejścia znajdujemy się na wieczór w pobliżu Jamnickich Stawków.
tutaj koło Wyżniego rozkładamy karimaty i przykrywamy się płachta namiotową jak kołdrą. 
Zasypiamy patrząc w rozgwieżdżone niebo.


Ten brak frasobliwości przypłacamy o świcie, kiedy na tej wysokości (1839) zaczyna się skraplać poranna rosa i mgła zamienia się w drobną mżawkę.


Szybko ewakuujemy się aby pójść w górę na przełęcz.

A już na Wołowcu /2063/ dopada nas mgła na całego.


Dopiero po dłuższej chwili zaczyna przebijać się słońce

i wyłaniają się widoki i kotłująca się mgła a może chmury? Jak zwał tak zwał





Żegnamy się z grzbietem i schodzimy na polska stronę, do Doliny Chochołowskiej Wyżniej.




Koniec w Chochołowskiej.

(zdjęcia lub ich większość dzięki uprzejmości Piotra)