2025, grudzień
Góry Sowie + Góry Wałbrzyskie
Zima zadziwiała w tym roku niekonsekwencją. Po sporych śniegach na przełomie listopada i grudnia nastąpił okres posuchy. Do Zagórza Śląskiego jechaliśmy w ohydnej mżawce powoli zmieniającej się w deszcz ze śniegiem.
Jednak w nocy temperatura spadła i w miarę upływu czasu robiło się coraz bardziej zimowo...
24. grudnia powitał nas mrozem i lekkim śnieżkiem. Nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, wycieczka tego dnia była przeze mnie zaplanowana po okolicznych pagórach i okazała się mroźną zaprawą przed kolejnymi dniami.
Czarny szlak najpierw prowadził nas stokami Drewnicy by następnie wspiąć się na Kurzętnik.
Stamtąd strome zejście doprowadziło nas nad Bystrzycę i na zaporę.
Dzięki przejściu po zaporze, znaleźliśmy się za Jeziorem Bystrzyckim. Następnie trzeba było podejść zalesionymi stokami na Lipiec /511/ , z którego można się rozejrzeć w stronę południową i wschodnią.
Dolinką żółtym szlakiem wróciliśmy do brzegu jeziora.
Liczyłem, że może będzie czynna restauracja "Fregata", niestety już było nieczynne.
Brzegiem a dalej przez most wróciliśmy do hotelu.
Po świątecznym śniadaniu 25. grudnia pojechaliśmy w wyższe rejony. Było wyraźnie mroźniej a w miarę wznoszenia się na przełęcz chmury pozostawały niżej. Wreszcie przebiły się promienie słońca. zaczęliśmy z Przełęczy Walimskiej /755/ ścieżką przez Wroniec /822/ czyli tradycyjnym podejściem.
Po ponurym pierwszym dniu i wymagającym drugim było doprawdy bajkowo.
Zeszliśmy ścieżką pod wyciągiem, gdzie oczywiście wywinąłem Orła.
Widok z hotelowego balkonu na wzgórze z Zamkiem Grodno:
Wieczorem mogłem się poczuć jak na wypadach z ekipą wiatingową. Kolację mieliśmy przygotowaną we wiacie, mimo bodaj -9-10 stopni na termometrze. Mi tam było w to graj, lecz większość gości nie zdecydowała się brać udziału w takiej imprezie. Do tego było ognicho a na ognichu kipiał kociołek z gulaszem! A wisienką na torcie był grzaniec, którego sobie nie żałowałem. Chociaż nie dorastałem do pięt jednemu "gościu", co nie odchodził w ogóle od termosu z grzańcem ;-)

Śniadanko 26. grudnia spędziliśmy w promieniach słońca wpadającego do jadalni. Dzień zapowiadał się rewelacyjny. Pojechaliśmy do Jedliny-Zdrój i poszliśmy szlakiem żółtym.

Dalej trawersem wokół Borowej
Jeszcze trochę stromizny na podejściu i witaliśmy się z wieżą. Borowa /853/. Daleko Śnieżka:Góry Suche:
Wielka Sowa:
Pojawiły się również pieski, ale to nie ta ilość, co na Wielkiej Sowie. Zmarznięci zeszliśmy niżej do Rozdroża Ptasiego. Po drodze nadal podobne widoczki.
Zakończyliśmy zejściem dolinką do parkingu.
Trafiła się pogoda zmienna lecz w kolejności od najgorszej do najlepszej, czyli tak jak być powinno.






























