czwartek, 27 kwietnia 1989

Na wariata na Kopę

Tatry Zachodnie


1989, kwiecień



Zorganizowaliśmy sobie na studiach taki niby to plener rysunkowy w Ojcowie ...a niby to wyjazd integracyjny związany z odwiedzeniem bratniej Architektury w Krakowie a także zwiedzaniem Wawelu i innych zabytków. W trakcie tego wyjazdu kilka razy jeździliśmy z Ojcowa do Krakowa (oo, jeszcze na stary dworzec autobusowy). A z Krakowa autobusy jak i dzisiaj jeździły do Zakopanego...Pomysł sam się nasuwał. 
Jakimś cudem te bilety odnalazłem i odkryłem, że to był jednak koniec kwietnia:

Takie były inflacyjne czasy, że do "biletu podstawowego" za 180,- dorzucili mi "bilet wyrównawczy" za...700,- :-/
Dwoje znajomych przyłączyło się do tego wariackiego rajdu. Nie było to zbyt rozsądne, bo już w Kuźnicach byliśmy dość późno, nie mieliśmy zbytnio zapasów jak i dobrych ubrań. 
Na całe szczęście pogoda okazała się tego majowego dnia życzliwa i stabilna chociaż nieszczególnie ładna. Poszliśmy z Kuźnic, Kalatówki i Doliną Kondratową dochodzimy do schroniska. Potem Doliną Małego Szerokiego szybciutko wyszliśmy na Przełęcz Kondracką. Tutaj z tabliczką jeszcze z zimy a w ramach posiłku jem jabłko, pewnie było tanie :-), na studencką kieszeń.



Wyszliśmy na Kopę Kondracką. To był cel tej niepotrzebnej wycieczki 😄. 

Zeszliśmy wprost do Doliny Kondratowej skrótowym szlakiem. No i oczywiście dalej wspólnie do Kuźnic i na dworzec PKS do Zakopanego. W Krakowie rozstajemy się - moi znajomi wracali już do domu a ja musiałem jakoś dostać się do Ojcowa na kwaterę.
W sumie wycieczka może niezbyt ciekawa, ale za to ten powrót...
Oczywiście wieczorem w Krakowie okazało się, że nie ma już tego dnia autobusu do Ojcowa. Wpadłem zatem na pomysł, żeby pojechać autobusem na Olkusz i wysiąść w Czajowicach.
Wszystko było dobrze, dopóki szedłem przez wieś. Zaczął się ciemny las a ja przecież nie wziąłem latarki, bo po co? 😁
Jakoś na czuja wymacując stopami ścieżkę poszedłem wokół Chełmowej Góry, wszędzie czarno, szlak też czarny 😄.
Po przejściu półtora kilometra, które trwało niewspółmiernie długo, pojawiają się w dole światła Ojcowa. Poleciałem tam na skuśkę na złamanie karku i ...wpadłem do wody 😄. Okazało się, że płynęła tam płytka rzeczka (Sąspówka), której nie zauważyłem. Zostało mi do naszych kwater jeszcze tylko pół kilometra ...w mokrych butach. 
No i po co robi się takie wypady? 😁 Jeszcze żeby to jakaś poważna góra była a to zwykła kopa 😁 .