wtorek, 6 stycznia 2015

Ze Szrenicy spadamy na rakietach w Izery

Karkonosze+Góry Izerskie

2015, styczeń






Taaa, ustawka była na popołednie, ja wbiłem przed drugą bla-transportem do Szklarskiej i zaraz po kawce :-) poszedłem w górę. 
Minąłem Kamieńczyk, minąłem kasę, wyszedłem na Halę Szrenicką. Widoczność była kiepska ale humory ludziom dopisywały:

Menelski wysłałał mi sms... z sąsiedniej sali 😁.
Poszliśmy jeszcze na Szrenicę obejrzeć górna stację nieczynnej kolejki, gdzie kiedyś spałem, ale niestety nie ma już opcji dostania się do wnętrza - wszystko zabite dechami.
W drodze powrotnej - taka sobie fota z łapy Schroniska na Hali SZ.

Wieczorne gawędy w schroniskowym pokoiku, spaliśmy do czasu przy otwartym oknie, później tak waliło śniegiem i wiatrem, że zdecydowałem się je zamknąć.

Rano od wrót schroniska ruszamy uzbrojeni w ciężki sprzet przeciwśnieżny😁.
Zielona ściecha kompletnie zawalona śniegiem z nocy.

Menio to zaraz musi szpanować googlami :-)

Cykamy tradycyjną fotkę , bo później może nie być okazji

W takich okolicznościach zeszliśmy do Jakuszyc, szlak lekko przesunięto z korzyścią dla piechurów:

Kawałek szosą a tu takie widoczki - najlepszym może się zdarzyć 😁 Czyżby tam  leżało "pisiont groszy"? 😁

W Jakuszycach zgrzyt w knajpie - płatność kartą od 50 zyla?! Skandal.
Zaczyna się nasza "sztafeta" z narciarzami biegowymi, większość z nich ledwo szura po śniegu. Trzeba iść bardzo uważnie, bo szlak wspólny. Trasę osładzają nam legginsowe widoki 😁.
Tu na moment wyszło słońce , mało łaskawe dla nas. A to jest nowa wiata na Dziale Izerskim.


Do Orlego szliśmy już w zadymce, śnieg walił po pyskach jak zmrożoną szmatą. Nie zatrzymując się poszliśmy dalej - trochę nie po szlaku - przez grzbiet Granicznika, w końcu wychodzimy w pobliżu skałki o tej samej nazwie.

Za chwilę Izera w zimowej szacie

Omijamy zgrabnie Bukovec żółtą ścieżką, chwila odpoczynku od rakiet.


Za Izerką wpadamy na ścieżkę przez Stredni Hrbet.

Do Przedela stąd - 9 km na rakietach. Podejście na Jelení stráň /1018/ i dalej Pytlackie Kameny /975/ dało mi po gaciach. Szliśmy dość sprawnie mimo świeżego śniegu.
Menio przedziera się przez okno skalne:

Za ostatniej jasności stajemy przed wiatą na Předělu. Spanie tutaj dziś kiepsko wygląda, śnieg i lód zalegają wewnątrz wiaty. Zdejmujemy rakiety i robimy ostatni odpoczynek przed skokiem na Smrk, gdzie planujemy spanie.
W międzyczasie zapadł już zmrok, ale to dobrze, bo wg informacji na ścianie po szlakach bieżkarskich nie wolno się poruszać pieszo...
Ostatnie 3,5 km idziemy już po ciemku a podejście od drogi na szczyt - Smrk /1124/ daje nam solidnie w kość.
Zrobiliśmy ok. 28-29 km z czego większość na rakietach.
Na szczycie straszny wicher i minus 8, we wieży zacisznie i aż - 3 😄 więc cieszymy się jak dzieci.
Rozgrzewamy się długo nie mogąc się rozgrzać, odwodnienie daje o sobie znać, topimy śnieg z niechęcią wychodząc na zewnątrz.


Rano ciężko się wywlec ze śpiworów...
Robimy tylko po kubanie herbatki i ruszamy do schroniska Na Stogu Izerskim. Przez poprzedni dzień i noc napadało jeszcze więcej śniegu a cały czas sypie nadal.
Warunki robią się jeszcze trudniejsze, 2,5 km do schronu zajmuje nam ponad godzinę. Po drodze widzimy tuż przed nami przedzierające się przez śnieg stado dzików a wszystko w takiej aurze:

Po drodze mieliśmy drobne problemy orientacyjne, nasilą się one później.
Muszę poprawić moja opinię o schronisku Na Stogu Izerskim - nikt nas nie przeganiał , jest wyznaczone miejsce na kuchnię turystyczną a panie z kuchni za dobre słowo uraczyły mnie dwoma litrami wrzątku.
Jemy i pijemy do oporu a także szykujemy termosy na czekającą nas trudną trasę.
W końcu wychodzimy na wszechobecną biel i nadspodziewanie sprawnie robimy odcinek do Drwali.  Do herbaty wpada mi śnieg...
(fot. menel)

Tam zaś skręcamy w las i zaczyna się bardzo trudny odcinek - kluczymy wśród drzew wielokrotnie gubiąc zasypany szlak a zaspy śnieżne nie pomagają. Podejście na Podmokłą /1000/  i Szerzawę /974/ wyciska siły i pot w tych warunkach niewspółmiernie do letnich trudności. Do Mokrej Przełęczy szło się bardzo ciężko , potem do Rozdroża pod Kopą - ciut lepiej.
Przy kamieniu zebraliśmy siły i ruszamy pod górę na najwyższy punkt trasy Sine Skałki /1125/.
Wiatr i śnieg się wzmagają na szczęście droga nie jest aż tak mocno zasypana jak uprzednio.
Tu Menel napiera na Sine Skałki albo może Przednia Kopę /1113/:

Po drodze spotykamy jakąś parę idącą naprzeciw, bez rakiet. Szacuneczek dla nich, chociaż "z rakiet nie należy szydzić!" 😄 Dalej byłoby im znacznie trudniej.
Docieramy do wiaty nieopodal szczytu Wysokiej Kopy - jest niestety napchana śniegiem, nocleg tutaj byłby trudny a rozważaliśmy ten wariant. Do samego kopczyka nie poszliśmy - ścieżka zasypana po uda a trasa bardzo mylna, zniechęciło nas to.
Dalej w padającym śniegu...do Staszka i ścieżką starego niebieskiego szlaku zmierzamy w stronę Szklarskiej.
Dochodzimy na pkp około piątej po ok. 22 kilometrach cały czas na rakietach.