niedziela, 20 lipca 1980

Tatrzańska lampa 80'

Tatry


1980, lipiec



Były to bardzo owocne wczasy :-) Moja ówczesna biblia, zresztą takich samych map było kilka a ta jako jedyna ocalała z deszczów i wichrów na graniach ;-) 
(mapa PPWK)
Na wielu kolejnych zdjęciach z lata 1980 roku jest widoczna piękna pogoda.


Jedną z atrakcji tamtego lata był góralski ślub w niedaleko nas położonym kościele św. Kazimierza Królewicza. 
Było wszystko co trzeba, "pytoce" na koniach śpiewali weselne przyśpiewki polewając chętnym wypić za zdrowie młodej pary.
Ważniejsze jednak były oczywiście Tatry. Zdarzył się oto taki ładny dzionek. Można zatem zacząć wycieczkę i przejść całość Doliny Małej Łąki aż na Przełęcz Kondracką:
A co potem...
Z przełęczy jeśli dobrze łączę fakty ruszyliśmy na Giewont (to ciekawe, nie mam żadnego zdjęcia z Giewontu, chociaż byłem tam na pewno co najmniej dwa razy).
Albo może ta wycieczka, sądząc po tych samych ubraniach, zaprowadziła nas na szczyt... Kopy Kondrackiej /2005/

Wycieczkę na wymarzone przeze mnie wówczas Czerwone Wierchy zaczynamy z Doliny Kościeliskiej. Szlak czerwony tak jak i dzisiaj prowadzi przez Adamicę i Chudą Turnię:



no i dalej przez Twardy Upłaz do szczytu na granicy. Po dotarciu do Ciemniaka /2096/ idzie się dalej wygodnie grzbietem, już bez takich poważnych podejść.
Na Krzesanicy /2122/:
Jak mam tu zapisane na karteluszkach, schodziliśmy następnie do Kuźnic przez Kondratową i Kalatówki.
Ta pierwsza moja wizyta na Czerwonych Wierchach była bardzo udana. 


Za to tuż przed następnymi zdjęciami pogoda musiała być mocno deszczowa - oto ścieżką w Dolinie Małej Łąki płynie literalnie potok:




Czyli tego dnia dalej nie dało rady iść 😐 A może to był jakiś wcześniejszy rekonesans?

Pojechaliśmy również klasycznie w dostępny łatwo rejon Tatr Wysokich.
Na widokówce kilka ujęć właśnie z tych miejsc, które wtedy odwiedziliśmy. Świstówka Roztocka, Dolina Roztoki, Opalone, Włosienica...

(pocztówka KAW fot.T.Olszewski zbiory własne)
 Nie mogło zatem zabraknąć wizyty w Morskim Oku.
(pocztówka KAW fot.T.Olszewski zbiory własne)

Ale wycieczka nie zakończyła się na fotkach przy Morskim Oku, poszliśmy dalej.
Szlak niebieski prowadzi nas na Świstówkę, ścieżką ponad Dolinę Rybiego Potoku.

A to gdzieś przy szlaku, nie jestem pewien gdzie konkretnie. Może jeszcze przed dotarciem do Kępy /1683/.

Po przejściu grzbietu Opalonego, gdzieś koło Świstowej Czuby otwiera się widok na Dolinę Pięciu Stawów Polskich: 
Buczynowa Dolinka widziana ze szlaku naprzeciwko.
Wróciliśmy do parkingu, jak sądzę na Polanę Włosienica, do której wówczas można było normalnie dojechać. 
(pocztówka BW-P lata 60/70 zbiory własne)
Może poniżej to Wołoszyn gdzieś z Doliny Roztoki, którą zeszliśmy do szosy.

Również w tym samym miejscu musiała zacząć się nasza inna uwieczniona na slajdach wycieczka. Znów przejście Doliną Roztoki tym razem w przeciwną stronę i wyjście ponad próg, z którego spada woda Siklawy
(pocztówka KAW 1977 fot.M.Zaleski zbiory własne)
Idziemy znowu odwiedzić schronisko.



(pocztówka PTTK fot.T.Olszewski)

Pozowanko przy schronisku...Ojciec lubił takie zajawki :-)
Wychodzimy sobie na żółto znakowaną ścieżkę stopniowo wiodącą ponad poziom doliny. 
Widok na Opalony Wierch z żółtego szlaku:

Na Krzyżne doprowadzi nas ten właśnie chodnik:
Ścieżka nie jest szczególnie męcząca i nie zapisała mi się w pamięci źle, lecz przeciwnie jako jedna z najfajniejszych wycieczek tamtego czasu. Po wyjściu na Przełęcz Krzyżne /2113/ przed wędrowcami rozpościera się jeden z piękniejszych tatrzańskich widoków, od Kołowego Szczytu na wschodzie po Krywań na południu.
Po przejściu na drugą stronę otwiera się widok mniej imponujący i mniej rozległy na Dolinę Pańszczycę. Surowy kamienisty krajobraz doliny robił na mnie zaskakująco odmienne wrażenie niż oglądane dotychczas krajobrazy Tatr. Po lewej Dolina Pańszczyca, widoczne również Krzyżne:
(pocztówka BW RUCH fot.M.Zaleski, zbiory własne) 
Ta dosyć długa wycieczka po przejściu przez Halę Gąsienicową zawiodła nas do Kuźnic  i ponownie skończyła się czekaniem na autobus powrotny.
To był piękny wyjazd, który dość dobrze pamiętam do dzisiaj i wywarł na mnie silny wpływ, z nadzieją na przyszłe powroty w Tatry.