niedziela, 20 kwietnia 2008

Wschodnia Ściana Kotliny Kłodzkiej

Góry Złote+Góry Bialskie+Masyw Śnieżnika


2008, kwiecień




Tak, wiem, że Kotlina Kłodzka to nie góry i powinno się pisać "Ziemia Kłodzka". Ale jeśli przez analogię przyjąć, że Kotlina stanowi podłogę pokoju, to góry są ograniczającymi ją po bokach ścianami 😄 .

Moją przygodę z tymi "ścianami" zaczynam w takim razie w Złotym Stoku. Zostawiłem tam samochód a żeby było dowcipniej zostawiłem włączone reflektory na trzy dni (pomimo wyjącego w aucie ostrzeżenia!). Ale to okazało się po powrocie.


Wybrałem szlak żółty przez Krzyżnik, ponieważ wtedy jeszcze nie istniał zielony szlak graniczny. W dalszej kolejności przechodzę przez Przełęcz Pod TrzeboniemJawornik Wielki /871/ i Przełęcz Jaworową

i schodzę do doliny Orłowca. Dalej bez szlaku idę do granicy i do czerwonego czeskiego szlaku, którym z grzbietem granicznym można wejść na Borówkową /899/.


Po obowiązkowej wizycie na wieży kontynuuję marsz grzbietem, potem szlak odbiega od granicy ale ja dzielnie brnę jakąś zarośniętą ścieżką graniczną. Szlak pojawia się ponownie bodaj koło Kobylej Kopy. Jeszcze kilka kilometrów granicą i wypadam na Przełęcz Gierałtowską. Tutaj mam się spotkać z menelem, koło wiaty. Ale nie ustaliliśmy, koło której! A były tam wówczas dwie: jedna gorsza na samej przełęczy i druga trójkątna poniżej na czerwonym szlaku. Z sygnałem sieci komórkowej mam problem, więc chodzę kilka razy w górę i w dół, czekając na koleżkę. W końcu ze sporym opóźnieniem spotykamy się na szlaku i instalujemy na spanie w trójkątnej wiacie.


Poranek z promyczkami słonka:


Nowy Gierałtów, gdzie menello pozostawił auto (ale tu już bez słońca 😒):


Idziemy sobie grzbietem zdobywając kolejne kulminacje grzbietu, pojawia się i mija Břidličný /945/ i oczywiście Kovadlina (Kowadło), 989m npm:


Na grzbiecie jesteśmy coraz wyżej, aż gdzieś przed Smrekiem pojawia się śnieg. Zatem mamy jeszcze kwietniowy biwaczek na śniegu.





Po posiłku idziemy dalej obchodząc worek graniczny. Trasa prowadzi przez Brousek itd, na Postawną w tym śniegu rozmiękłym już nie zbaczamy. 
Po tym uciążliwym odcinku zakręcamy na północ i przez Bile Kameny wyłazimy na Rudawiec (Polską Horę) 1106m npm.
Na tej Rudej Zdzirze, gdzie mieliśmy malutki kryzys:

Kierujemy się szlakiem i grzbietem granicznym w stronę ogólnie zachodnią. Ponieważ przeszliśmy już najwyższy punkt tego dnia, śnieg znowu robi się coraz bardziej rozmiękły i idziemy noga za nogą rozmyślając nad pozostawionymi w szafach rakietami i powodami takiej decyzji...Przez Kunčický hřbet i Chlupenkovec zmierzamy w zapadającym zmroku na Przełęcz Płoszczynę (Kladske sedlo). Tu już śniegu prawie nie ma (bo 815m npm), menel rozkłada swoje khumbu.




Na przełęczy nie istniała jeszcze Chata Kladske sedlo, to znaczy oczywiście sam budynek graniczny stał, ale było to krótko po zniesieniu kontroli między Czechami a Polską.

W tej chwili (2017) wygląda trochę inaczej.
My zaś rano idziemy oczywiście dalej w stronę Śnieżnika. Odpoczynek robimy wprost na śniegu zalegającym na przełęczy Głęboka Jama



Menel testuje nowy termos siedząc w Głębokiej Jamie 😄

Wydostanie się żlebem zielonym szlakiem w starym śniegu pochłania mnóstwo sił. Wychodzimy na górę, nawet nie wiem ile to czasu trwało...
 



Na szczycie Śnieżnika jak widać na fotach zimno i robimy tylko krótką sesję zdjęciową.
Schodzimy zagrzać się do schroniska i dalej w dół - nic już nas nie czeka, oprócz kłopotliwego powrotu. No bo schodzimy żółtym na Kletno a przecież auta mamy w Gierałtowie i w Złotym Stoku. 
Na szczęście na parkingu koło Jaskini Niedźwiedziej łapię stopa w postaci pary odjeżdżającej właśnie po zwiedzaniu, podwożą nas do Stronia Śląskiego.Ustalamy, że poczekam z bagażami a menello złapie stopa do odległego o siedem kilometrów Gierałtowa i stojącego tam jego samochodu.

Niestety, jakoś nikt nie chce się zatrzymać a może jedzie za mało samochodów? W takim razie dzielnie rusza z buta i dopiero niedaleko auta jakaś dobra dusza zabiera tego pogromcę asfaltu. 
Przejeżdżamy razem przez Lądek i Przełęcz Jaworową do Złotego Stoku, ja zabieram sie do mojego autka a tu dzieje się coś dziwnego.Nic nie odpala, nawet zegar nie działa...
Katastrofa kompletna...A to niedziela była, wszystko nieczynne.
Menel mnie zawlókł nieopodal na stację paliw, oczywiście nie mają nic: ani kabli, ani akumulatorów...
A tu nagle facet koło dystrybutora się odzywa i mówi, że ma w bagażniku zwój kabla i okazało się, że jest... elektrykiem!
Serdecznie go pozdrawiam, bo pomógł nam wszystko podłączyć, trzymał kabelki od akumulatora do akumulatora i potem jakoś poszło.