Beskid Niski, Bieszczady
2015, lipiec
Menel robi Szlak Karpacki (niebieski) Grybów-Rzeszów. Postanowiłem go trochę wspomóc moralnie i zapodać kawałek wspólnego odcinka. Albo można powiedzieć, że podczepiłem się jak remora 😁 .
Dojechałem nocą autobusem do Rymanowa a następnie stopami rano w sobotę do Moszczańca położonego w Beskidzie Niskim przy zielonym szlaku na Długą Kiczerę i ruszyłem do wspólnego punktu na Kanasiówce /823/.
Szlak zielony, jak to zwykle w Beskidzie Niskim, zarośnięty:
Mieliśmy się tam mniej więcej spotkać w godzinach przedpołudniowych. Niestety, telefon menela milczy jak zaklęty. Czekam trochę na Kanasiówce przestępując z nogi na nogę, w końcu dochodzę do wniosku, że najprawdopodobniej menel gdzieś zaspał, więc zostawię mu znak, że już tu byłem. Układam więc z patyków i gałęzi napis.
Oczywiście, menel na Kanasiówce był ze trzy godziny później i robił sobie nawet zdjęcie, a mojego napisu nie zauważył 😁 (jest pod jego nogami, widać litery "Michun" i godzina😃).
(fot. menel)
Ruszam dalej przez Przełęcz Laborecką (Radoszycką).
Zatem, mimo, iż szliśmy w odstępie ledwie kilku godzin, udało nam się spotkać dopiero w Nowym Łupkowie na Końcu Świata . Czekam na menela zbijając bąki, rozstawiam Huskiego, obserwuję harcerki instalujące obozowisko 😁. Zaczyna grzmieć, menel wtacza się na ostatnich nogach tuż przed pierwszymi kroplami deszczu i wpada do mojego namiotu. W nocy burza i zlewa.
A rano parno i wilgotno. Robimy śniadanko "na tarasie".
Idziemy teraz na szlak. niebieski, który przez Zubeńsko doprowadzi nas do granicy. Dzisiaj będziemy mieć dzień wypoczynkowy, z możliwie dłuuugim siedzeniem pod wieczór.
Przez Wysoki Groń i Wierch nad Łazem, przez Gmyszów Wierch i Rydoszową zmierzamy do Balnicy. Wbijamy do Wojtka na fasolkę i bee-gees.Następnie robimy mycie i błogą nasiadówę na tarasie. Sielankę przerywa tylko na krótko wjazd kolejki i nagły atak turystów kolej(k)owych.
Luna z Balnicy:
(fot. menel)
Rano polepszenie pogody zwiastuje upał. Pierwsze kroki po spakowaniu się kierujemy na Czerenin /929/. Jest tu dawny trójstyk granic z 1939 roku Polski, Węgier i Słowacji. (Krótko był, bo od kwietnia do października 39).
(fot. menel)
Dalej grzbietem granicznym to na dół, to do góry , między innymi na Stryb /1011/. Potem do wiaty na Przełęczy Nad Roztokami. Tu robimy obiadowe małe co nieco, korzystając z obecności wody.
(fot. menel)
No i dalej oczywiście grzbietem - na górę na Okrąglik /1106/
(fot. menel)
Tutaj zaczyna się już fajny widokowo odcinek z pierwszymi połoninami. Idzie się długo ale przyjemnie. Wyższa kulminacja grzbietu to Płasza /1162/ i potem jeszcze Dziurkowiec /1188/. 
To zdaje się okolice Riabej Skały /1192/ czyli najwyższy szczyt na dzisiaj.
Na koniec jednak dopadł nas deszcz. W gęstniejących kroplach schodzimy na Przełęcz pod Czerteżem. Wiata niestety zajęta przez spore słowackie towarzystwo, rozstawiamy namioty.
(fot. menel)
Wieczorna mżawka zamieniła się w nocną ulewę.
Rano zaczyna się przejaśniać i na śniadanie idziemy do polskiej wiaty.
Jest mokro i wszystko paruje. Na początek w tym warunie podejście na Czerteż /1071/.
Mamy już smaki na Wielką Rawkę
Idziemy i idziemy aż w końcu jest: Krzemieniec /1221/:
Teraz czeka nas zejście na siodełko i ponowne podejście na Wielką Rawkę.
Na górze:
Teraz czeka nas długotrwałe zejście do Ustrzyk Górnych. W Ustrzykach robimy sobie ucztę w Zajeździe Pod Caryńską i ogólnie korzystamy z atrakcji, jakie oferuje cywilizacja😁.
Po tych przyjemnościach podjeżdżamy do Wołosatego i za pozwoleniem gospodarza oraz stosowną opłatą lokujemy się w namiotach.
Rano katastrofa. Kolejny dzień zaczyna się od zlewy i to naprawdę solidnej. Śniadanie robimy i jemy w drzwiach umywalni, przed nami ściana wody. Poważnie myślę o dezercji. Zwłaszcza, że obok są chłopaki z Wlkp autem i zawieźliby mnie daleko w moje rejony.
W końcu trochę, coś jakby, lekko się wydaje...pada może mniej??
Stwierdzam, że jechać na sucho do domu byłby dyshonor 😃 - przejdziemy się jeszcze kawałek razem. Idziemy na początek na Przełęcz Krygowskiego. Jest...ciekawie:
Skoro jest tak fajowo, to idziemy również na Tarnicę /1346/:
Na Przełęczy Goprowskiej znowu mocniej pada. Chronimy się na chwilę do wiaty, ale robi nam sie chłodno, to już lepiej iść. Przecież przed nami piękne schody na Krzemień, jak w pedecie.
Wchodzimy po schodach na Krzemień i dalej na Bukowe Berdo /1311/.
Grzbiecikiem, przez który przed chwilą przeszła nawałnica.
Bukowe Berdo
Zmoczeni do gaci ale szczęśliwi pstrykamy fotkę we wiacie, niedługo rozstanie.
(fot. menel)
No i schodzimy na Widełki, do szosy.
W taki sposób moje pierwsze siateczkowe buty zakończyły 3-letnią karierę:
Menel miał jeszcze przed sobą "trochę" dni na szlaku, ale przez ten najtrudniejszy odcinek bezpiecznie go przeprowadziłem 😁.
Beskid Wyspowy
2015, maj
Trzeba się znowu zmierzyć z Wyspami. Biwaczek na Ćwilinie od dawna obiecany, wymyślamy trasę, trzy Wyspy po drodze.
Przyjeżdżam bla do Lubnia późno w nocy, wściekły. Czasowa obsuwa, chciwa góralka napakowała do fabisi 5 osób z nadbagażem , jeszcze na dodatek mi klamrę od plecaka zmiażdżyła klapą bagażnika!
Menel we wiacie już chrapie aż miło. Rozkładam swój sprzęt spalniczy i też uderzam w kimono.
Rano wstaje oczywiście przede mną i "cicho hałasuje" 😁.
(fot. menel)
Robimy śniadanko i zbieramy graty. Przed nami poważne pierwsze podejście - idziemy na Szczebel. Kto był, ten wie jak się podchodzi na Szczebel😃 - stromo w pytkę.
Co tu dużo gadać, w końcu jesteśmy na górze.
(fot. menel)
Szczebel /977/
(fot. menel)
Na szczycie ławeczki, miejsce na ognisko, ogólnie można się kiedyś kimnąć namiotowo.
A my schodzimy stromo do doliny Raby.
Pora na lunczyk, odwiedzamy knajpę na stacji benzynowej. Okazuje się niespodzianie, że "Spontiusz" bo tak brzmi dziwna nazwa knajpy oferuje całkiem dobre jedzenie za niewygórowaną cenę.
Zmierzamy do szlaku czerwonego, aby nie iść daleko szosą z czarnym. Następnie polami do granicy lasu.
(fot. menel)
I tu szlak gubimy. Nic to dla nas - "na kreskę" idziemy stromo w górę przez las, dopóki nie zrobi się płasko. Przez Zapadliska dochodzimy na Lubogoszcz Zachodni.
(fot. menel)
(fot. menel)
Jeszcze trochę grzbietem już wspólnie z odzyskanym czerwonym szlakiem i stajemy na Lubogoszczu /968/.
Zejście ze szczytu znów pozbawia nas wysokości a jeszcze przed nami kolejne podejście na Ćwilin, który ma być ukoronowaniem trasy.
Z tego powodu omijamy Kasinę i Śnieżnicę i drogami idziemy do baru "Pod Cyckiem" na Przełęczy Gruszowiec. Tam zasiadamy na dłużej.
Mieliśmy się tam spotkać ze starym kumplem Łysym, ale do spotkania nie dochodzi z takiej czy innej przyczyny.
Po odpoczynku i żarełku usiłujemy ruszyć tyłki na Ćwilin. Idzie nam to niesporo. Podejście jest strome, jak to w Wyspowym normalnie. Po godzinie wyłazimy na szczyt Ćwilina /1072/ i ledwo zdążyliśmy rozbić namioty, zaczęło padać. I tak padało całą noc.
A rano z widoków tyle:
(fot. menel)
Trochę zmieszani idziemy do Jurkowa do Baranówki, żeby tam przy czymś smakowitym parującym na talerzu podjąć jakieś decyzje, co dalej. Marzy mi się Łopień:
(fot. menel)
A tu kolejna niemiła niespodziewanka: knajpa jeszcze nieczynna, jesteśmy za wcześnie.
Pichcimy na stołach pod parasolami przed knajpą. I niestety, zaczyna znowu mocniej padać. Z Łopienia tym razem nici. Zmykamy jak niepyszni szosą do Dobrej na autobus, po drodze moknąc w strugach deszczu.
Tak się zakończyła kolejna rozróba w Beskidzie Wyspowym, nie pierwsza i nie ostatnia.
Karkonosze
2015, marzec W ostatnich dniach odbył się minizlot w schro-agro Srebrny Potok w Jarkowicach. Było 15 miejsc a uczestników przewinęło się 16, łóżka były wspólne, więc panowała ruja i porubstwo. (A nawet zoofilia w pewnym momencie 😁 Dc z kaczką)
(fot. mhu)
Część ekipy wraz ze mną udała się w piątek na Okraj
Trochę krótkie jeszcze dni, więc wracaliśmy już po ciemku
W sobotę całą grupą kilkunastoosobową podjechaliśmy na czeską stronę koło Twierdzy Stachelberg.
Krótkie dojście do wieży Eliška nazwanej ku czci polskiej i czeskiej królowej Ryksy Elżbiety, żony Wacława II.

Widok w stronę Vraních hor (Gór Kruczych) z charakterystycznym wierzchołkiem Královeckego Špičáka jest najlepszy.
Po sesji zdjęciowej idziemy powoli do strzelnicy sportowej a potem do miejsca zwanego Nad Babim szlakiem czerwonym z zielonym. Tam zmieniamy szlak na żółty i trawersujemy zbocze do Horni Stare Mesto (część Trutnova). Idziemy sobie dolinką Złotego Potoku, w której kwitną obficie śnieżyce.Rzucamy się na focenie.
Dalej jest pozostałość po wsi Sklenářovice z kamiennym mostem.
Idziemy wyżej, w śnieg. W grupie czas mija szybciej niż samemu, w pogaduszkach i śmichach docieramy sprawnie do rozstaju Rychory. Tutaj kierujemy się na posiłek do Rýchorskiej boudy. Niestety, nie doczytałem, ze w tym okresie jest nie wiedzieć czemu nieczynna 😓. Musimy usiąść na zewnątrz i posilić się wspólnie tym co mamy ze sobą.

(fot. Taja)
Przez Dvorsky Les /1036/ schodzimy do miejsca parkingowego. Po drodze widoczki na Góry Krucze, Zaclerz i Bramę Lubawską.
Po drodze postanawiamy coś zjeść na ciepło w Zaclerzu. Niestety, jest to moja kolejna skucha - z dwóch knajp usytuowanych naprzeciwko siebie wchodzimy do tej, jak się potem okazało - gorszej. Wieczorny powrót na pokoje i imprezka polepszają nastroje.Rano pakowanko i wracamy do Poznania. Udało się fajnie pochodzić i zadzierzgnąć więzy z forumową bracią.
Góry Opawskie
2015, luty
W tym roczku na ferie również skorzystaliśmy z oferty zakupów grupowych - celem stał się może niewykwintny ośrodek FWP w Jarnołtówku, zapewniający jednakże w cenie 3 posiłki dziennie i basen.
Po drodze na południe zahaczyliśmy o Wrocław i głośne afrykarium:
Faktycznie od strony fachowej - a zdarzyło mi się projektować obiekty w poznańskim zoo - budynek robi wrażenie zarówno skalą jak i dużą dbałością o szczegóły.
Jedna córka na wstępie się rozchorowała, czyli normalka, z drugą robiliśmy krótkie wycieczki:
a to po okolicach czyli Piekiełko, tu moja ekipa przerażona na Straszliwej Drabce Gwarków
a potem jeszcze Pokrzywną, Złoty Potok itd.
Tu wiata na Przełęczy pod Pasterką :
A to traska zakończona wejściem na Biskupią Kopę /890/
wieża niestety w tygodniu była zamknięta. A schronisko otwarte i puste.
Tu góra na zachodzie, podejrzewam, że to Zlaty Chlum sądząc po wieży na szczycie.
A taki widok miewaliśmy z okien:
Kolejny dzień poświęciliśmy na wyjazd do Rejvizu i przejście już w czwórkę na Zlaty Chlum /891/
Niestety i ta wieża była nieczynna, bo był to piątek.
Z punktu widokowego kusiły Jeseniki i Pradziad:
i to był nasz cel na kolejny dzień (a potem sobie plułem w brodę, że trzeba było odwrócić kolejność - w piątek Pradziada, a w sobotę Chlum...)
Pojechaliśmy do Karlovej Studanki i stamtąd autobusem do Owczarni.
Dalej było już łatwo-kierunek Pradziad /1491/ mimo silnego wiatru, mimo narzekań młodzieży.
Tutaj to będzie Keprniczek:
Lodowy obelisk :
W ostatni dzień odwiedziliśmy jeszcze raz Piekiełko
i Zlate Hory
Kofola i śmierdzące serki - dla nas główne przedmioty importu z Czech.
Odpocząłem psychicznie - szczególnie od internetu.