niedziela, 21 czerwca 2026

Burza za burzą

 Karkonosze


2026, czerwiec



Kolejny wypad pod hasłem: dojazd BliBlo i co dalej? Wymyśliłem sobie fajowy nocleg w lesie u podnóży Karkonoszy. Tymczasem dojeżdzamy do Jeleniej Góry a tu oberwanie chmury - a miało nie padać wg YR.NO!! Składam skargę!! Musiałem szybko wymyślić Plan "B". I oto w gęstniejących ciemnościach i przy wtórze grzmotów i błysków zagłębiałem się z Karpacza w Dolinę Łomniczki.

Tu odnalazłem wiatę za mostem i mogłem szykować się na spoczynek. 

Mało wypocząłem tej nocy - i to wcale nie ze względu na podłoże, do którego jestem przyzwyczajony. 

Mianowicie: najpierw waliły pioruny. Potem wracali jacyś spóźnieni turyści, którzy oczywiście świecili na mnie. A potem już szli jacyś nocni markowie chyba na świt na Śnieżce i też oczywiście świecili mi w oczy. I głośno komentowali. 

No i przez to wszystko wstałem wcześniej niż planowałem. 

Nie widziałem przez to wnętrza schroniska po remoncie, bo było jeszcze zamknięte.


Znów na tym podejściu...


Mikro Staw
Do Śląskiego Domu nawet nie wchodziłem, zrobiłem postój na zewnątrz przy jednym ze stolików z widokiem na Królową.

 Ludzie dopiero nadciągali z dołu lub od górnej stacji wyciągu.

Foto Tradyszyn


Im bliżej Odrodzenia tym ruch turystyczny bardziej się zagęszczał...
Jak tylko wszedłem do schroniska, to zaraz zaczęło padać. Uniknąłem w ten sposób poważnej zlewy.
Odrodzenie to jest naprawdę schronisko dla turystów - na sali dostępne są gniazdka, w korytarzu czajnik elektryczny, wc za free. 
Najgorszy odcinek do Petrovki pokonałem w słońcu.

Ale w dalszej wędrówce napotkałem chmury biegnące od strony Szklarskiej.

Już tam pogodomierz straszył burzami. I tak miałem transport z Piechowic więc tutaj odbiłem na Rozdroże pod Wielkim Szyszakiem. Wyglądało na to, że mam szansę wywinąć się burzy.
Obejrzałem jeszcze "Kaskady Niedźwiady" 
i schodziłem dość szybko, niestety, na samym wejściu do Michałowic złapał mnie ulewny deszcz i co gorsza trzaskające gromy.

Trochę z duszą na ramieniu schroniłem się na przystanku autobusowym. Powtórkę miałem po kilkudziesięciu minutach na wyjściu z Michałowic do lasu - nadeszła kolejna komórka burzowa i znów pół godziny spędziłem pod wiatą przystankową na ulicy Sudeckiej.
Dalej to już tylko zejście do Piechowic i długie oczekiwanie na pociąg. Jak zawsze było warto, ale chyba najbardziej lubię z całego programu to wiatowanko ;-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz