niedziela, 20 maja 2012

Pieniny ze "Zgredami"


Pieniny


2012, maj





Pierwszy dzień - 18 maja 

Wycieczka zaczęła się dla mnie o trzeciej nad ranem przyjazdem Franka pod mój dom...

W czasie następnych trzech kwadransów zebraliśmy pozostałych dwóch uczestników i ruszyliśmy autostradą na Łódź. Droga przeminęła na szczęście bez wartych wzmianki historii ,za Częstochową zmienił mnie inny kierowca i koło 11 byliśmy na Snozce, pozostawiliśmy plecaki i dwóch "strażników" :), zjechaliśmy we dwóch do Szczawnicy aby pozostawić auto i wróciliśmy busem na przełęcz. Koniecznie chciałem obejrzeć hasiorowskie "organy".





Na Snozce w bacówce baca ugniata paluchami oscypki :) Oczywiście dziabnęliśmy kawał sera na dobry początek i ruszyliśmy w kierunku właściwym.
Po wyjściu na grzbiecik zaraz zobaczyliśmy ,co dominować będzie w krajobrazie przez większość trasy.


W Czorsztynie Nadzamczu można jeszcze coś zjeść i wypić w Zajeździe pod Smrekami przed wejściem do PPN.

Ścieżka poprowadziła nas dalej przez grzbiet Majerza/689/.

Pogoda była słoneczna, niespiesznie wędrowaliśmy przez główny grzbiet , po drodze posilając się na Macelaku/857/ i podziwiając widoki na Tatry.


Na przełęczy Szopka/779/ spotkaliśmy grupki turystów, ogólnie nie było jednak wielkiego oblężenia.
Przy wejściu na Okrąglicę/982/ zostaliśmy wykasowani po 4 zyla, mimo moich prób wzbudzenia w kasjerce litości :)
Oczywiście klasyka z Trzech Koron:

Dalej poszliśmy sobie niebieskim przez Zamek Pieniny i zamykając żółtym pętelkę na Szopce.
Parkowe klimaty na Polanie Wyrobek:

Po drodze Frankowi rozpadły się dziesięcioletnie buty i musiał iść w jakichś zapasowych adikach.
Zeszliśmy wąwozem na dół już prosto do tzw schroniska.


W "Trzech Koronach" impreza na całego , przyjechała autokarem jakaś wycieczka zakładowa. Wiatę z ogniskiem zajęli, kapelę sprowadzili i hulaj dusza 😄
Ale kiedy wyjąłem z plecaka beczkę DABa , chłopakom rozweseliły się gęby :)

Wieczór spędziliśmy nad Dunajcem skromnie przy jednej puszce piwa na czterech :)

Drugi dzień - 19 maja
Poranny widok z okna na czwartym piętrze napawał wieelkim optymizmem

Pstryknęliśmy pamiątkową focinę i ruszyliśmy do kładki.

Z kładki oczywiście też klasyczne fotki z Trzema Koronami, flisakami, tratwami itd.



Przez Słowację poszliśmy szybkim krokiem nie zwracając uwagi na atrakcje , żeby się czasem nie rozleniwić już od samego rana :)
Czerwonym szlakiem dostaliśmy się na Sedlo Cerla


A Tatry cały czas przykuwały naszą uwagę na południowym zachodzie.

Poprzez wierzchołek Plaśnej /889/ wydostaliśmy się na grzbiet , dalej zrobiło się po prostu cudownie.
Wędrówka tym odcinkiem grzbietu oferuje niezapomniane widoki na wszystkie strony świata na kilka pasm górskich.

Na Przełęczy Lesnickiej rządzi Petr z tamtejszego sklepiku, świetnie mówi po polsku i jest bardzo towarzyski.
My podążylismy dalej na dół do Velkiego Lipnika, wiedzeni pragnieniem wypicia dobrego piwa oraz głodem (ja osobiście miałem smaka na tradycyjną czesnokovą polevkę)

Niestety, 150 metrów niżej w Lipniku okazało się, że są tam tylko knajpy piwne. Ale i tak było całkiem miło ;)
Zbieramy na pivo:

Wróciliśmy z powrotem na przełęcz po drodze spotykając wprost na ścieżce taką oto groźną koleżankę, która na mój widok zaczęła syczeć :


Po zgrzaniu sobie zupek z własnych zapasów na przełęczy Lesnickiej podążyliśmy dalej pod górę żółtym w stronę Wysokiego Wierchu:



Na Wysokim Wierchu/899/ niestety przejeżdżała hołota na crossach, to jakaś współczesna zaraza.
Widok na Przehybę:

Gdzieś tam podążał w tym momencie Ronc, z którym nawiązałem łączność via tel.kom. :)
Dalej grzbietem podążyliśmy w stronę Durbaszki zostawiajac z tyłu Lubań:

Ośrodek Pod Durbaszką powitał nas gościnnie żurkiem i fasolką po bretońsku, porcje słusznych rozmiarów. Wieczór spędziliśmy we wiacie przy ognisku, napojach i giętej wspólnie z uczestnikami kursu przewodnickiego.


Trzeci dzień - 20 maja
Pogoda zapowiadała się od samego rana jeszcze bardziej upalna , wysmarowałem się 50tką i poszliśmy na grzbiet główny w stronę Durbaszki .
Widok z Durbaszki - Babia Góra daleko za Pieninami się wyłania:

Ścieżka graniczna poprowadziła nas dalej na Wysoką/1050/, po drodze mijaliśmy uczestników kursu przewodnickiego , jak borykali sie z różnymi zadaniami bojowymi np atak kolki u wycieczkowicza itd :D
Widok na Tatry znów powala:


Z Wysokiej ścieżka biegnie dalej przez cudny krajobrazik:

Wysoka zostaje z tyłu:

Robimy przerwę na rojbrowanie, starzy też muszą czasem pohasać:



Po kilkuset metrach spotkaliśmy ...Ronca z Kaśką:

Miło było się znów zobaczyć ,szkoda , ze tak krótko :)
Po dojściu do przelęczy Rozdziela skręciliśmy w lewo na szlak żółty

I przez Białą Wodę zeszliśmy do Jaworek.

Wycieczkę zakończylismy sutym obiadkiem w Bacówce.Ceny : przystępne. Pychota : najpierw kapuśniara a potem placek po bacowsku z gulaszem jagnięcym :

O trzeciej wsiedliśmy do autka i udaliśmy się w podróż powrotną do Poznania.


Panoramy się zrobiło więc wrzucam też:
W stronę Tatr:


W stronę Gorców i Beskidu Sądeckiego:



owce na hali be-be pod Wysokim Wierchem:


rzadki motyl się nam trafił , jak mnie potem uświadomiła moja córka, był to mianowicie Paź Żeglarz:

Widok z Wysokiej na wschód zdaje się, że widać za Jaworzyną Krynicką również Beskid Niski a także jakieś fragment Bieszczadów..

Widok spod szczytu Wysokiej na dalszą trasę w stronę Rozdziela

niedziela, 15 kwietnia 2012

Rychleby po naszemu

Rychlebske Hory


2012, kwiecień









Jedziemy po południu PR do Kłodzka i około 19.30 lądujemy na stacji Kłodzko - Miasto. Pan menel załatwia "znajomościowy" sympatyczny transport do Złotego Stoku. 

Należy odpowiednio zacząć imprezę, więc na kolację udajemy się do Baru Apetit, w którym to serwują naprawdę pyszne flaczki w rosole. 

Na nocleg idziemy do wiaty w pobliżu kamieniołomu.
Nasza pierwsza wiatka:



Poranny widok z okienka wiatki na ścianę:


O świcie budzenie i ok. 7.00 robimy wymarsz. Przechodzimy na szagę do Czech i zaraz znajdujemy się na zielonym szlaku w Białej Wodzie.
Chwila odpoczynku przy wodzie z potoku z tabletą:


Safarova Skała  555 m npm - widziana z dołu robi wrażenie - toż to kawał ładnego kamlota:


Maestro rychtuje się do uwiecznienia partycypantów ekskursji na dagerotypie: 

Przechodzimy koło Trzech Lip, stoi tu wiatka.

A my docieramy do skrzyżowania szlaków Pod Białą Skałą i odbijamy w lewo czerwonym do Javornika. Ale po drodze idziemy na Wysoki Kamień 691 m npm. 

Dolinką potoku, przez Kamienny Most a potem ścieżką polną idziemy do Javornika.




Udajemy się do restauracji "Bukareszt" na czeskie specjały. Czosneczkową z jajkiem serwują tu wyśmienitą.

Jedzonko było pyszne i pozostanie nam na długo w pamięci jako wzór udanej czosneczki.

Trzeba się dalej wspiąć na zamek na Jańskim Wierchu:

Żółte na zielonym - to nie zawsze są kaczeńce na łące:

Pierwsze kilometry za Javornikiem do skraju lasu

W ten sposób docieramy do ruin zamku Rychleby, mijając po drodze kapliczkę - Svaty Antonin, następnie pięknie położoną wiatę na Certovy Kazatelny.
Symbolika w ruinach zamku Rychleby - Reichenštejn
Od ruin zamku idziemy bez szlaku Pod Dubovy Vrch a następnie wbijamy na szlak rowerowy  i osiągamy  miejsce Pod Reslovym Kriżem.
Od Reslovego Kriża /635 m npm/ odbijamy w prawo na szlak rowerowy zielony, w oddali widać już cel  naszej wędrówki: 
Wydaje sie blisko, ale to jeszcze jakieś osiem kilometrów. W Zalesi spotykamy niebieski szlak pieszy.
Zaczyna lekko padać - taki wiosenny kapuśniaczek - a my podchodzimy stokami Travnej  i Ostrego Vrchu a na końcowym odcinku już Borówkowej Góry /900 m npm/- najwyższego szczytu tej - środkowej części Gór Złotych.
Po drodze piszę sms do Franka - rozpal ognisko i wstaw na herbatę, bo dotrzemy już po ciemku 😄
Tymczasem to jednak my mimo zmęczenia byliśmy pierwsi. Rozpalamy ogień w siąpiącym deszczu, rozkładamy się w czeskiej wiacie.
Franek przyszedł grubo po 20.00 i zasiedliśmy na giętą z ognia, tu Franek bawi się swoją ... kiełbą 😄

W nocy zaczęło padać na całego. 
Poranek niedzielny - my się dopiero gramolimy, a menel oczywiście już spożywa 😁: 

Niestety, pogoda nie zachęcała już do wielkich wędrówek więc zeszliśmy najkrótsza drogą  do Javornika, przez Letiszte szlakiem zielonym (gdzie Franio miał zdaje się auto, jeśli dobrze pamiętam).
Serdecznie dziękuję menelowi za towarzystwo oraz Frankowi, że nie przestraszył się pogody i do nas dotarł, wspólne ognicho w padającym deszczu było genialne.